Sesja ta zapowiadała się jako decydująca dla rozwoju sytuacji na parkiecie na najbliższy tydzień, a być może i dłużej. W okolicy 2950-2960 pkt. przebiega kilkumiesięczna linia trendu, pociągnięta od październikowego dna, obejmująca jeszcze dwa marcowe dołki. Jej przebicie sprawiłoby, że obraz rynku z punktu widzenia analizy technicznej stałby się negatywny. Jakby tego było mało na tym samym poziomie - 2955 pkt. - znajdują się dwa szczyty z początków roku.
Już przed sesją było wiadomo, że psychologiczne wsparcie na okrągłych 3000 pkt nie wytrzyma. KGHM - główny papier WIG20 - poinformował dzień wcześniej, że wskutek kopalnianej detonacji doszło do trzęsienia ziemi, które wywołało bliżej nieokreślone szkody budowlane. Komunikat był lakoniczny. Równolegle ceny metalu na giełdach towarowych poszły kilka procent w dół. To nie mogło pozostać bez wpływu na kurs akcji. Otwarcie wypadło 5 proc. niżej piątkowego zamknięcia.
W tym samym czasie zniżkowały też giełdy europejskie. A więc niedobry klimat z poprzedniego tygodnia przeniósł się no otwarcie nowego. Większość spółek już na otwarciu notowała spadki. Po półtorej godziny notowań indeks znalazł się na 2950 pkt. Doszło do niewielkiego odbicia, po nim mieliśmy kolejne testowanie wsparcia. Podbicie do 3000 pkt. dawało nadzieję na to, że wsparcie zadziałało. Niestety przed 14-tą indeks znów zbliżył się do decydującego poziomu. Po jego wyraźnym przebiciu nastąpiło przyspieszenie.
Wyprzedawano niemal wszystko. Ruszyły w dół spółki, które dotąd zachowywały się w miarę silnie. Wsparcia z impetem przełamały Orlen i TP. Wolumen obrotu na WIG20 wyniósł aż 1 730 mln.
Najbliższe poważne wsparcie znajduje się teraz na 2730 pkt. Jest to więc tylko 130 pkt. od aktualnego zamknięcia. Biorąc pod uwagę tempo spadku osiągniemy go już prawdopodobnie na najbliższej sesji. Pewnego optymizmu dostarcza właśnie szybkość spadania. Wszak nie ma nic gorszego dla rynku niż długotrwała bessa, która przegania z giełdy większość inwestorów. Spodziewać się należy więc szybkiego zakończenia tego ruchu, po którym nastąpi lizanie ran.