Gdyby taka sesja miała miejsce po długoterminowym spadku, jej interpretacja byłaby dużo łatwiejsza - oto być może ostatni inwestorzy, którzy całą bessę wytrzymali z akcjami właśnie rzucili na ring ręcznik i postanowili raz na zawsze pożegnać się z giełda. W takiej atmosferze bardzo często kształtują się dołki. Jednak bezprecedensowy wzrost WIG20 od najniższej wartości w trakcie sesji do zamknięcia notowań o 6 proc. ma miejsce po ledwie 7-sesyjnej przecenie. Wprawdzie w jej trakcie indeks stracił ponad 14 proc., ale to w dalszym ciągu jest jedynie marny substytut bessy. Dlatego nie odważę się napisać, że we wtorek zbudowaliśmy dołek.
Wskazać można przynajmniej dwa fakty, przemawiające na korzyść posiadaczy akcji. Po pierwsze, dużej zmienności towarzyszyły gigantyczne obroty, które po raz pierwszy w historii przekroczyły 2 mld zł dla spółek z WIG20. Można zatem pokusić się o stwierdzenie, że kto miał pozbyć się akcji, zrobił to już wczoraj. Z drugiej strony popyt zaangażował znaczne siły. Być może chętni do kupowania akcji po coraz wyższych cenach wciąż są, pytanie tylko czy zostały im jeszcze jakieś pieniądze? Zakładam, że te kilka dni ostrej przeceny w istotnym stopniu zahamowało napływ środków do funduszy inwestycyjnych. Oto bowiem kilka sesji spowodowało, że zyski inwestorów, którzy dokonywali wpłat w tym roku zostały ostro zredukowane - ci którzy oddali pieniądze w zarządzanie w ostatnich dwóch miesiącach znaleźli się pod kreską. Trudno też liczyć na inwestorów zagranicznych - oni mają dość kłopotów w Turcji, gdzie głównych indeks spadł od szczytu hossy już 25 proc. W tej sytuacji najlepszym możliwym scenariuszem dla GPW w najbliższym czasie wydaje się konsolidacja. Nie przesądzałbym bym w tym momencie czy będzie to prawe ramię formacji, którą "technicy" określają mianem głowy z ramionami, czy też podstawa do kolejnej fali wzrostowej. sytuacja nie wygląda najlepiej
to jednak spojrzenie na wykres WIG20 w perspektywie kilku ostatnich lat uzmysławia, że ostatnia przecena jest
wciąż niewielka w odniesieniu do wcześniejszych wzrostów.