Od dwóch tygodni dymisja odpowiedzialnego za podatki wiceministra Mirosława Barszcza czekała na przyjęcie. Na jego miejsce trafi osoba doskonale znana w resorcie. To Jarosław Neneman, wiceminister za czasów Mirosława Gronickiego, wcześniej szef gabinetu politycznego w MF. Wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska wolałaby wprawdzie Andrzeja Mierzwę, swojego kolegę, radcę prawnego i wykładowcę prawa podatkowego z Lublina. Ten jednak odmówił.
"Budżetówka" płaci na siebie
Co ciekawe, odchodzący minister od ponad miesiąca pracował nad koncepcją zupełnej rezygnacji z podatków dochodowych. Na pozór zadanie nie do wykonania. Tylko w tym roku dochody z PIT mają wynieść 26,23 mld zł, z CIT - 20,13 mld zł. Razem - ponad 46 mld zł. Trudno sobie wyobrazić, żeby budżet mógł ponieść taki uszczerbek.
M. Barszcz zwrócił jednak uwagę na coś, co od lat zastanawia ekspertów podatkowych: jaką czźść PIT płaci tak naprawdę sektor państwowy. - Z danych, jakie udało mi się zebrać w resorcie, wynika, że udział "budżetówki" w dochodach netto z PIT sięga 50 proc. - powiedział nam wiceminister. To oznaczałoby, że fiskus pobiera podatek od nauczycieli czy pracowników administracji rządowej tylko po to, aby później z tych samych przychodów wypłacać pensje. Według nieujawnionych danych MF, prawie połowa podatników, która wpadła w drugi lub trzeci próg podatkowy, to "budżetówka".
Mało ważny podatek