- To normalne, że niektóre firmy umrą - uważa Brice Allibert, członek Dyrektoriatu Konkurencyjności KE, który zajmuje się polskimi KDT-ami. - Tak wygląda gospodarka rynkowa. Na rynku pozostaną najlepsi gracze, co oznacza, że konsumenci będą obsługiwani przez tych najlepszych - stwierdza.
Ministerstwo Gospodarki, chociaż nie zgadza się w tych sprawach z KE, jest świadome tego, że Polska musi się dostosować do zaleceń Komisji. Prowadzone są intensywne prace nad ustawą rozwiązującą KDT-y. Poprzednie rozwiązania nie zostały zaakceptowane przez Komisję, bo zapewniały wytwórcom zbyt duże rekompensaty.
Inni też muszą zlikwidować
- Koszty osierocone trzeba zmniejszać do minimum, np. anulować zawarte wcześniej kontrakty - twierdzi B. Allibert. - Rekompensata nie może zapewniać przychodów na poziomie sprzed rozwiązania
KDT-ów, a jedynie wyrównywać straty, jakie powstają przy ich unieważnieniu. Jeśli firma jest grupą kapitałową i ma kilka elektrowni, to zanim zwróci się o pomoc, musi spróbować wyrównać straty w jednych elektrowniach zyskami z innych - wyjaśnia.
Polska nie jest jedynym krajem UE, który ma problem z kontraktami długoterminowymi na zakup mocy i energii elektrycznej. Niedawno Portugalia podpisała z KE porozumienie i wprowadza u siebie regulacje, które unieważnią KDT-y. Przedstawiciele KE mówią jednak, że nie możemy skopiować rozwiązania zaproponowanego przez Portugalczyków, bo mamy więcej elektrowni. Tymczasem Węgrzy mają poważniejszy problem niż my, bo nie prowadzą negocjacji z KE. Komisja wszczęła wobec nich postępowanie w sprawie niedozwolonej pomocy państwa. Jeden z tamtejszych wytwórców energii złożył do Trybunału Europejskiego skargę.