Kwota, jaką zebrano dotychczas w funduszu gwarancyjnym domów maklerskich, wystarczy - z pewnym trudem - na ustawowe rekompensaty dla inwestorów jednej z najmniejszych instytucji działających na naszym rynku. Jeśli bździe trzeba. Być może domy maklerskie i banki powiernicze będą musiały tegoroczną "zrzutkę" na ten fundusz - rozłożoną na kolejne kwartały - przyspieszyć. Być może wpłata zabierze im nieco większą od spodziewanej część dochodów. Te jednak - przynajmniej w pierwszych miesiącach bieżącego roku - były wystarczająco wysokie, by nie dawać najmniejszych podstaw do niepokoju o sytuację brokerów.
Ponadto, o strukturze rynku decydują instytucje działające w ramach dużych grup finansowych. W efekcie - gdyby nawet doszło do najgorszego, z pokrywaniem strat inwestorów nie byłoby problemu. Choćby dlatego, że właściciele staraliby się uratować resztki reputacji.
Sprawa systemu gwarancyjnego biur maklerskich nastraja też do szerszej refleksji. Po takim wydarzeniu, jak wyeliminowanie jednego z uczestników rynku, z większym zainteresowaniem ze strony nadzoru powinni się liczyć też pozostali. Jeśli faktycznie tak się stanie, to kto ma większe szanse na to, by trafić pod lupę nadzorcy? Czy niewielkie instytucje, gdzie mogą być podobne "kwiatki" jak w WGI? Czy raczej duże, o większym znaczeniu dla całego systemu? Czy może przede wszystkim ci, którzy dopiero chcieliby podjąć działalność i będą się starać o uzyskanie licencji?