Linie lotnicze przegrywają walkę z przewoźnikami promowymi. Liczba pasażerów tych ostatnich sięgnęła ponad milion osób.

- Przez ostatnie pięć lat liczba pasażerów połączeń promowych w Europie Północnej podwoiła się, a liczba dostępnych kierunków wrosła o 15 procent - mówi Mette Dahl-Jensen, reprezentujący Baltic Cruise Projekt. Program - finansowany z unijnych pieniędzy - obejmuje ponad 20 nadmorskich miast i portów, wśród nich m.in. Gdynię. - Rejon Morza Bałtyckiego jest teraz jednym z najszybciej rozwijających się - dodaje. Tylko w zeszłym roku liczba pasażerów polskich promów w porównaniu z 2004 rokiem wzrosła o 22 proc. Stena Line - jeden z kilku głównych przewoźników - przewiozła ponad 300 tysięcy pasażerów. Podobnie wyniki osiągnął Polferries, który w tym roku obchodzi 30-lecie swojego istnienia. - To trzy, cztery razy więcej niż regularne linie lotnicze na tej trasie - mówią eksperci rynku komunikacyjnego. Z szacunkowych danych wynika, że w tym czasie np. z WizzAir do Sztokholmu poleciało ok. 100 tysięcy pasażerów. Wzrost liczby pasażerów odnotowały również Norwegian.no oraz Skandynawskie Linie Lotnicze SAS. - W pierwszym kwartale wskaźnik wykorzystania miejsc wzrósł średnio o 5,4 punktu procentowego do 66,6 procent w pierwszym kwartale tego roku - mówi Jorgen Lindegaard, prezes SAS. - Przychód operacyjny za pierwszy kwartał wyniósł odpowiednio 14,4 miliarda koron, czyli około 6 miliardów złotych - dodaje. Operatorzy promowi nie chcą zdradzić wysokości swoich dochodów.

Wzrost liczby pasażerów promowych powinien się utrzymywać, m.in. po tym, jak Szwecja otworzyła rynki pracy dla Polaków. Jak zaznaczają,+ równie często mieszkańcy państw skandynawskich mogą przyjeżdżać na polskie plaże. - Napływ turystów z Północy będzie również podyktowany cenami samych biletów - dodają. W tej chwili koszty są porównywalne: za lot i rejs do Skandynawii trzeba zapłacić około 50-60 zł.