Podwyżki będą znaczne. Ukraina zapłaci 230 USD za 1 tys. m sześc., a Mołdowa 160 USD, obecnie oba kraje płacą o połowę mniej. Więcej czasu ma Białoruś, tam ceny wzrosną dopiero od 1 stycznia 2007 r. Będzie to jednak największy, ponad 4-krotny wzrost, z ok. 47 USD do ponad 200 USD. Więcej zapłaci, bo 135 USD za 1 tys. m sześc. zamiast obecnych 105 USD, także Litwa.
Skąd tak znaczne podwyżki? Gazprom tłumaczy je znoszeniem wszelkich subwencji i podnoszeniem rentowności. - Liberalizacja cen gazu oraz wystawienie koncernu na działanie sił rynkowych są konieczne, aby firma stała się bardziej efektywna - potwierdził Adam Landes, analityk rynku energetycznego z Renaissance Capital.
Ponadto Gazprom sam skupuje gaz coraz drożej. Za surowiec z Kazachstanu koncern będzie płacił 140 USD za tys. m. sześc.
Opór władz
Pojawiają się jednak jeszcze dwa wątki. Gazprom stale umacnia pozycję w byłych republikach ZSRR, natrafia przy tym na opór miejscowych władz. W Mołdowie rosyjski koncern zainteresowany był całkowitym przejęciem miejscowego monopolisty gazowego, Mołdowgazu. Rząd byłej republiki nie zgodził się na sprzedaż spółki, oferując w zamian większościowe udziały w sieciach energetycznych i gazociągu Drokija-Jassy. To jednak nie interesowało Gazpromu. Firma nie ukrywała, że do podwyżki cen gazu zmusiła ją twarda pozycja negocjacyjna Mołdowy. Na Białorusi Gazprom zainteresowany był zakupem sieci tranzytowej gazociągów należących do spółki Biełtransgaz. Łukaszenka gotów był ją sprzedać, jednak pojawiły się rozbieżności w wycenie aktywów. Gazprom oferował 1 mld USD, Białoruś z kolei żądała za firmę pięć razy więcej. Pozycji negocjacyjnej Białorusi nie umocniły groźby Mińska o wystąpieniu ze Związku Białorusi i Rosji. Proponowaną wtedy cenę 147 USD Gazprom podniósł jeszcze o jedną trzecią.