Brak planów nie jest problemem warszawskim. We wszystkich polskich miastach, gdzie jest duże zapotrzebowanie na mieszkania, deweloperzy tę kwestię uznają za najważniejszą do rozwiązania. Władze Warszawy zapewniają, że robią wszystko, by w mieście panował klimat dobry dla inwestycji. Liczby mówią co innego. Jak twierdzi Jacek Bielecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich, 4-5 lat temu 12 proc. stolicy miało plany zagospodarowania przestrzennego. - Obecnie jest to około 14 proc., czyli w ciągu kilku lat planami pokryto jedynie 2 procent Warszawy - mówi.
Zdaniem deweloperów dzielnicą, w której najbardziej opłaca się inwestować, jest teraz Białołęka. - W tej dzielnicy plany zagospodarowania obejmują ok. 30 proc. powierzchni - wyjaśnia dyrektor Bielecki. - To ponaddwukrotnie więcej niż średnia dla całego miasta - dodaje.
Sytuacja Białołęki to jednak nie zasługa władz miasta. - Kilka lat temu, gdy Białołęka była jeszcze samodzielną gminą, władzom lokalnym bardzo zależało na przyciągnięciu inwestorów - twierdzi Jacek Bielecki. - Wtedy powstała większość obowiązujących do dzisiaj planów. Stąd tak dużo mieszkań buduje się na Białołęce.
Odwrotną sytuację - zdaniem deweloperów - mamy na Wawrze. - Plany nie leżą w gestii dzielnicy i nie można o to winić lokalnych urzędników - mówi pracownik jednej z dużych firm deweloperskich. - Niemniej załatwienie jakiejkolwiek decyzji w wawerskim urzędzie graniczy z cudem. Rzadko spotykamy się z taką niechęcią ze strony urzędników - dodaje nasz rozmówca.
Jakie skutki może za sobą nieść brak planów, pokazuje inwestycja przy zajezdni autobusowej na ul. Inflanckiej. - Miasto chciało sprzedać teren za 70 mln zł, nie przedstawiając planów zagospodarowania okolicy - opowiada Jacek Bielecki. - Nie zgłosił się nikt. Wystarczyło popracować nad planami, a natychmiast zgłosili się inwestorzy i teren sprzedano za około 120 mln zł - dodaje dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich.