Potwierdzone i przypuszczalne rosyjskie rezerwy gazu ziemnego sięgają 68 bln m sześc. - stwierdził wczoraj w Paryżu Anatolij Liedowskij, szef rosyjskiej państwowej agencji wykorzystania zasobów naturalnych.

Byłoby to o ponad jedną trzecią więcej niż wyliczenia prezentowane dotąd. W 2004 r. Gazprom podawał, że Rosja ma 48 bln m sześc. gazu. Zdaniem Liedowskija, który uczestniczył w Paryżu w forum gazowo-naftowym, potencjalne rezerwy błękitnego paliwa sięgają nawet 150 bln m sześc. Należy tylko odkryć nowe pola.

Od pewnego czasu branżowi eksperci zarzucają Gazpromowi, który pokrywa aż jedną czwartą europejskiego zapotrzebowania na gaz, że może nie podołać zwiększonemu popytowi na paliwo. Taką wątpliwość miała też Międzynarodowa Agencja Energii (IEA). Jej eksperci stwierdzili, że niedobór gazu będzie wynikać z niedoinwestowania. Gazprom odpowiedział w komunikacie, że przez ostatnie kilka lat inwestycje koncernu potroiły się. Zamierza eksploatować nowe złoża i nie ma najmniejszych podstaw, by bać się deficytu surowca.

Także A. Liedowskij podkreślił wczoraj, że w wydobycie surowców w Rosji inwestuje się coraz więcej. W ciągu kilku lat nakłady mają się podwoić do 100-110 mld rubli, czyli do ok. 5 mld USD. Przedstawiciel Rosji powiedział też w Paryżu, że oczekuje, iż zachodnie koncerny Exxon Mobil, Shell i Total umożliwią firmom rosyjskim udział w eksploatacji rosyjskich złóż w obrębie Arktyki i na Dalekim Wschodzie.

Bloomberg