Rewizja jednostkowych kosztów pracy w USA w poprzednich kwartałach rozbudziła nadzieję na ostudzenie jastrzębich zapędów Fed i wraz z danymi Initial Claims pozwoliła zapomnieć o opublikowanym w środę sprawozdaniu po posiedzeniu FOMC, które wyraźnie zwiększyło prawdopodobieństwo (74 proc.) podwyżki stóp pod koniec czerwca. Właśnie po 14.30 poważniejszy kapitał rzucił się wczoraj na banki (sporo w tym tylko odrabiania środowych strat) oraz PKN. Spadająca cena miedzi (nawet na chwilę zawieszono handel w NY) nie pozwalała w tym wzroście uczestniczyć najważniejszej dla kontraktów spółce, czyli KGHM, ale nawet bez tego poprawiliśmy środowe szczyty.

Jeśli głębiej wgryźć się w dane o kosztach pracy w USA, to jest to bardzo miła niespodzianka. Jednostkowe koszty pracy wzrosły w I kw. jedynie o 1,6 proc., zamiast podawanych wcześniej 2,5 proc. (prognozowano rewizję do 1,8-1,9 proc.). Ale to jeszcze nie wszystko. Koszty pracy w IV kw. zeszłego roku zrewidowano na -0,6 proc., zamiast wzrostu 3,0 proc (!). Na światowych rynkach nie było z początku większej reakcji. Czekano na ISM. Nasi inwestorzy dobrze pamiętają, że kropla drąży skałę i zaczęli już od 14.30 dyskontować zmniejszenie obaw o inflację. Takie zachowanie rynku po raz kolejny bardzo wyraźnie obrazuje, jak ważna dla GPW i wszystkich emerging markets jest teraz amerykańska polityka monetarna. Bez impulsu z USA kilkugodzinna wspinaczka WIG20 była przez rynek terminowy zupełnie ignorowana, gdyż niskie obroty i ustawianie indeksu mniejszymi spółkami, przy jednoczesnym spokoju na rynkach regionu, nie są dla inwestorów wiarygodną wskazówką.

Sesji przy szczytach niestety nie skończyliśmy, bo ISM już tak optymistyczny z punktu widzenia GPW nie był. Choć sam wskaźnik spadł (54,4 pkt) poniżej prognoz (55,7 pkt), to subindeks płaconych cen (prices paid) zanotował wzrost z 71,5 proc. w kwietniu do 77,0 proc. w maju. Z jednej strony, mamy więc tutaj zwalniającą gospodarkę, co zniechęca Fed do podwy-

żek stóp procentowych, a z drugiej - rosnące napięcie inflacyjne.

Ja wciąż podtrzymuję to, co pisałem na koniec wtorkowej sesji, że w krótkim terminie kibicuję bykom w obronie ostatnich dołków i kontynuacji odreagowania w okolice 2950 pkt. Obrona dołków wisiała na włosku na środowej sesji, ale jest już za nami, a teraz kontynuacja odreagowania wisi na dzisiejszym amerykańskim bezrobociu.