Przyznawanie opcji na akcje to jeden z często stosowanych sposobów premiowania menedżerów, także wśród polskich spółek. Szczególną popularność zyskał w latach 90., kiedy w ten sposób szefów zaczęły nagradzać młode i szybko rosnące firmy technologiczne z Doliny Krzemowej, które nie zawsze miały dość pieniędzy na hojne pensje. Premiowanie opcjami cieszy się poparciem wśród akcjonariuszy, bo zarobek szefów jest wówczas uzależniony od notowań akcji. Dlatego powinno im zależeć, by te notowania były jak najwyższe.
Potentaci też pod lupą
Ostatnimi czasy dla wielu amerykańskich firm, a przede wszystkim ich udziałowców, opcje na akcje stały się jednak przekleństwem. Z ich powodu już ponad 30 spółek - ta liczba rośnie niemal z dnia na dzień - prowadzi wewnętrzne dochodzenia lub stało się obiektem śledztwa amerykańskich władz regulacyjnych. Na cenzurowanym znalazła się m.in. tak potężna firma jak UnitedHealth, drugi co do wielkości amerykański ubezpieczyciel na życie, którego giełdowa wycena przekracza 50 mld USD. Z powodu opcji pracę straciło już co najmniej pięciu dyrektorów generalnych i trzech doradców zarządów, w tym z firmy McAfee, drugiego co do wielkości producenta oprogramowania antywirusowego. Z powodu opcji kolejne problemy może mieć Richard Scrushy, założyciel spółki HealthSouth, który już raz okrył się niesławą w wyniku oskarżeń o wielomiliardową defraudację w swojej spółce. W czym rzecz?
Menedżerski instynkt?
Sprawa nabrała rozgłosu dopiero po marcowej publikacji w "The Wall Street Journal", ale o możliwości przekrętów mówiło się już od dłuższego czasu. W zeszłym roku analizę na ich temat opublikował Erik Lie, naukowiec z Uniwersytetu Iowa, który pod lupę wziął blisko sześć tysięcy opcji przyznanych menedżerom firm w latach 1992-2002. Wcześniej pojawiały się podobne rozprawy, jednak dopiero Lie znalazł twarde dowody. Pokazał, że albo menedżerowie mają nieprawdopodobne zdolności przewidywania ruchów na rynku akcji, albo... muszą oszukiwać. Okazało się bowiem, że bardzo często dzień przyznania opcji wypadał dokładnie w dołku notowań akcji ich spółki. Później kurs siź piął. Cena wykonania opcji menedżerskich w USA jest najczęściej ustalana na podstawie notowań instrumentu bazowego w dniu jej wystawienia (tzw. at-the-money), co oznacza, że menedżerowie zarabiają dokładnie różnicę między kursem akcji z dnia wystawienia opcji a kursem akcji z dnia jej realizacji. Jeśli opcję przyznano, gdy kurs osiągał dołek, menedżerowie mieli najwyższy możliwy zysk. Gdy ktoś zyskuje, ktoś inny musi stracić - w tym wypadku tracili wszyscy pozostali udziałowcy.