Z analiz przeprowadzonych przez KPMG wynika, że w polskiej elektroenergetyce do 2015 roku trzeba zainwestować od 9 do 14 mld euro. Z tego 2-4 miliardy trzeba wydać na redukcję emisji spalin, a 7-10 mld na odbudowanie mocy wytwórczych. Opracowany przez obecny rząd program dla branży ma spowodować powstanie narodowych koncernów, które będą mogły pozwolić sobie na takie wydatki. Są jednak dwa problemy. Realizacja programu, który został zatwierdzony przez rząd już ponad dwa miesiące temu, coraz bardziej się opóźnia. Po drugie, cały czas istnieją obawy, że proponowane w programie zmiany nie zapewnią konkurencji na rynku prądu.
Opóźnienia
w realizacji programu
Zespół ds. wprowadzania programu w życie uchwalił, co prawda, pewien harmonogram prac, ale wciąż przybywa opóźnień. Nie udało się dotychczas wypracować porozumienia pomiędzy zarządami spółek biorących udział w łączeniu. Kwestia ta miała zostać uzgodniona już ponad miesiąc temu, a nadal nie ogłoszono oficjalnie, kto ma być "integratorem" Polskiej Grupy Energetycznej. PSE i BOT nie mogą rozstrzygnąć, kto ma kogo przejąć. Nie wiadomo zatem, kto będzie dominował w największej w Polsce firmie energetycznej, chociaż zgodnie z harmonogramem ma ona powstać do końca tego roku. Przedstawiciele rządu powtarzają, że małe opóźnienia nie są zagrożeniem dla realizacji programu. Przedstawiciele branży zaczynają jednak wątpić, czy program zostanie w całości wprowadzony w życie. Ministerstwa Gospodarki i Skarbu Państwa, które nadzorują zmiany w sektorze energetycznym, nie mogą wypracować wspólnego zdania na temat tego co ma zostać sprywatyzowane.
- PGE i Południowy Koncern Energetyczny mają być czymś w rodzaju majątku narodowego - mówi wiceminister gospodarki Paweł Poncyljusz. - Grupy te nie mogą być prywatyzowane wyłącznie pod presją zwiększania wpływów do budżetu. Nie można dopuścić do sytuacji, w której np. PKE kupi zagraniczny inwestor i stwierdzi, że nie opłaca mu się wytwarzać prądu, tylko handlować emisjami CO2. Wtedy dopiero mielibyśmy poważne problemy - wyjaśnia.