Giełdy akcji przygniotła wczoraj cena ropy naftowej, najwyższa od ponad trzech tygodni. Wrażenie na rynkach zrobiło oświadczenie władz Iranu, które ostrzegły, że ewentualny atak na instalacje nuklearne tego kraju może spowodować blokadę transportów ropy z Zatoki Perskiej. Chodzi o jedną piątą światowych dostaw. Część inwestorów postanowiła pozbyć się walorów spółek wrażliwych na zmiany ceny tego surowca. Dotyczyło to
zwłaszcza linii lotniczych
i producentów aut.
Powróciły też obawy, że droga
ropa spowoduje wzrost cen wielu produktów i w efekcie zwiększy się inflacja. Banki centralne w USA i strefie euro będą musiały stawiać jej zapory w postaci wyższych stóp procentowych. Takich informacji nie lubi rynek akcji, gdyż zapowiadają wzrost ceny kredytu, co ograniczy możliwości notowanych na giełdach spółek i negatywnie wpłynie na ich wyniki. Z powodu drożejącego kredytu swoje wydatki ograniczy też konsument indywidualny. Sygnałem interpretowanym jako zapowiedź możliwego spadku popytu konsumpcyjnego były dane z rynku usług w USA. Indeks Instytutu Zarządzania Podażą (ISM) m.in. obejmujący banki, firmy budowlane, agencje nieruchomości i sieci sprzedaży detalicznej obniżył się z 63 do 60,1 punktu. Wprawdzie ekonomiści prognozowali spadek tego wskaźnika do 60 punktów, ale trend zaniepokoił wielu analityków i inwestorów. Na początku sesji na NYSE na każde jedenaście spółek, których kurs spadał, przypadały cztery rosnące.