Wśród europejskich rynków wschodzących był wczoraj wyraźny podział - znów mocno spadała Turcja, reszta jakoś sobie radziła. Po bardzo silnym dwutygodniowym spadku (od 10 do 24 maja ISE 100 stracił 19 proc.) i dość mocnym odbiciu wczoraj turecki ISE 100 znów stracił ponad 3 proc. W najbliższym czasie można oczekiwać ponownego testu dołka z 24 maja (36,1 tys. pkt.). W tej chwili szansa na obronę tego wsparcia jest niewielka. Zapoczątkowane wtedy odbicie było efektem realizacji minimalnego zasięgu spadku wynikającego z wysokości konsolidacji, która z kolei była podstawą zakończenia hossy na wykresie tureckiego indeksu. Długi czas budowania formacji pozwala oczekiwać, że wynikający z niej zasięg ruchu będzie większy niż tylko "ustawowe" minimum.
Jeśli jednak dopatrywać się wpływu jakiegoś indeksu na przebieg poniedziałkowej sesji w Warszawie, to nie był to turecki ISE 100, ale rosyjski RTS. Ten natomiast zyskał, bo drożała na światowych rynkach ropa naftowa. Odrobił już połowę strat poniesionych w trakcie majowego załamania. Wpływ rosyjskiego rynku wydaje się ważniejszy, jako że razem z polskim, węgierskim i czeskim wchodzi w skład Eastern Europe Emerging Markets. Dodatkowo Węgry miały wczoraj wolne, więc jeśli część inwestorów szukała drogowskazu, to na czoło wysuwał się właśnie rosyjski RTS. Powiązanie braku sesji w Budapeszcie z wielkością obrotu na naszej giełdzie prowadzi to wniosku, że tamtejszy rynek jest dla operujących u nas graczy równie ważny jak Nowy Jork czy Londyn. Wczorajsze obroty były bowiem na podobnym poziomie jak przed tygodniem, kiedy to właśnie Nowy Jork i Londyn miały wolne. Wolne w Budapeszcie miało o tyle korzystny wpływ na przebieg sesji w Warszawie, że nie mieliśmy okazji przekonać się, czy rośnie zagrożenie zbudowaniem na wykresie BUX dużego podwójnego szczytu z linią szyi w okolicach 20 tys. pkt. Zwyżka byłaby raczej potraktowana jako kontynuacja odreagowania po mocnej wyprzedaży.