W ub.r. wykryto 55,6 tys. fałszywych banknotów i monet - wynika z danych zaprezentowanych w sprawozdaniu z działalności NBP. Liczba fałszerstw pozostała na poziomie zbliżonym do zanotowanego rok wcześniej, ale zmienia się ich struktura. Fałszerze w mniejszym stopniu interesowali się podrabianiem banknotów. Co prawda nadal stanowiły one więcej niż połowę wszystkich odkrytych podróbek, ale było ich o ponad 12 proc. mniej niż w 2004 r.
Więcej było za to podróbek monet. Podróbki monet, jakimi posługujemy się w tej chwili, stanowiły 40,4 proc. całości ujawnionych falsyfikatów. Ich liczba zwiększyła się o 2,5 proc. w porównaniu z 2004 r.
Prawdziwy boom miał jednak miejsce w przypadku monet wycofanych z obiegu w połowie poprzedniej dekady. Liczba odkrytych podróbek starych monet była niemal sześciokrotnie wyższa niż rok wcześniej. Powód? "Do falsyfikatów monet starych emisji zostały zaliczone autentyczne monety powszechnego obiegu o nominałach 10 zł i 20 zł, wycofane z obiegu w 1994 r., które zostały przerobione (np. opiłowane) i wykorzystane w automatach wrzutowych" - wyjaśnia NBP.
Bank centralny podaje liczbę fałszywek, nie zaś ich "nominalną wartość". Ale nawet gdyby w grę wchodziły tylko banknoty o najwyższym nominale - 200 zł - łącznie wchodziłaby w grę kwota rzędu 10 mln złotych. Tymczasem w obiegu są banknoty i monety o wartości przekraczającej 60 miliardów.
W ub.r. "koszty emisji znaków pieniźżnych" wynosiły niespełna 247 mln zł. Były o 9,1 proc. wyższe niż rok wcześniej. 19-proc. wzrost dotyczył produkcji banknotów. Natomiast koszty emisji monet były o 4 proc. mniejsze niż rok wcześniej.