"Przestańcie rozmawiać o fuzji z Euronextem!" - żąda załoga Deutsche Boerse od szefa giełdy Reto Francioniego. Takie właśnie stwierdzenie znalazło się w liście (dotarła do niego agencja Reutera), skierowanym do Francioniego przez siedmiu członków rady nadzorczej reprezentujących interesy pracowników. Rada liczy razem 21 osób.
Pracownicy boją się, że połączenie z Euronextem, aliansem giełd z Paryża, Amsterdamu, Brukseli i Lizbony, byłoby niekorzystne dla Deutsche Boerse i umniejszyłoby rolę Frankfurtu jako jednego z centrów finansowych Europy. Frankfurcka giełda już poczyniła wiele ustępstw, żeby przekonać Euronext do siebie, a mimo to szef aliansu Jean-Francois Theodore postanowił przyjąć konkurencyjną propozycję połączenia z nowojorską giełdą NYSE.
Reto Francioni wciąż chce jednak przekonać Euronext i jego akcjonariuszy, żeby zdecydowali się na niemiecką ofertę. Według tygodnika "Euro am Sonntag", rozmawia z udziałowcami sojuszu o podniesieniu gotówkowego składnika oferty, który wynosił wcześniej 870 mln euro (razem z częścią w akcjach Niemcy dawali za Euronext 8,6 mld euro). Dalsze ustępstwa to więcej negatywnych efektów fuzji - ostrzega załoga Deutsche Boerse.
Francioni łatwo nie może zrezygnować, bo na fuzję giełd na terenie Europy naciskają politycy (prezydent Francji Jacques Chirac) i szef Europejskiego Banku Centralnego Francuz Jean-Claude Trichet. - Europejska opcja jest lepsza niż każda inna - stwierdził ten ostatni.
Ale część zainteresowanych ma za złe Francioniemu, że nie dostrzega innych możliwości ekspansji: w Europie Zachodniej (poprzez przejęcia giełd w Hiszpanii czy Madrycie), Europie Wschodniej czy nawet w Azji.