Trwający popłoch spowodowany został w znacznej mierze obawami o poziom inflacji przede wszystkim w USA. O ile w ostatni czwartek znana firma bukmacherska
za bardziej prawdopodobne przyjmowała utrzymanie przez FED dotychczasowego poziomu stóp procentowych (1,55 w stosunku do 2,15 za ich wzrost), o tyle od ostatniego piątku za postawioną na wzrost stóp złotówkę, można dostać już tylko 1,55 zł. Za ewentualny brak zmiany bukmacherzy płacą 2,25 zł.
Efekt giełdowy jest taki, że Dow Jones Industrial Average spadł poniżej 11 tys. pkt., czyli o jakieś 7 procent od majowego szczytu, a Nikkei znalazł się poniżej 15 tys. pkt. (w poniedziałek zniżkował aż o 4 procent zatrzymując się 1,5 procenta ponad poziomem14 tys. pkt.). Z kolei na naszej giełdzie trwa dramat większości akcjonariuszy, niestety potwierdzany wskazaniami analizy technicznej. W poniedziałek klasą samą
dla siebie był reorganizujący się Masters, który przez większość dnia drożał o 10-15 procent. Balon w hossie, jakim były akcje KGHM, jest teraz balastem. Spadek jego ceny poniżej 85,30 zł to prawdziwa techniczna katastrofa. Wyłamanie PKN ze spadkowego kanału
pokazuje, że dobre fundamenty nie muszą wygrać ze złymi nastrojami. Nieprzesądzona obrona wsparcia na TPSA na poziomie 18 - 18,50 zł potwierdza tą teorię. Paniczna