Od początku kwietnia rynek nie pozwala nawet na chwilę spokoju, ale moje pióro odpoczywało przez cały ostatni tydzień. To czasami sprzyja spojrzeniu na giełdowe wydarzenia chłodnym okiem. A pierwsze co się dostrzega patrząc z dystansu na obecny stan rynków finansowych, to chorobliwy stan emocji, przed którym trzeba znowu głośno przestrzegać. Absolutnie nie oznacza to, że neguję kierunek ostatniego ruchu indeksów. Gigantyczną przecenę WIG20 wszystkim wyraźnie zapowiedział najpierw Ben Bernanke, potwierdziła analiza techniczna (pękły bardzo ważne wsparcia), a wszystko odbywało się w harmonii z rynkowym otoczeniem. Na marginesie warto wspomnieć, że GPW na każdym etapie tej przeceny tylko nadrabiała spadki w odniesieniu do pozostałych emer-
ging markets. W ostatnie dni przecena mogła być jeszcze głębsza.
Wracając do chorobliwego stanu emocji, to podobny stan rynku opisywałem na przełomie kwietnia i maja. Mieliśmy wtedy zarówno gwałtowne załamania (27 IV), jak i zaraz nowe majowe szczyty hossy. Bardziej kwestią przypadku, niż dokładnej analizy był dokładny poziom wyznaczenia szczytów. Najważniejsze na tamtym etapie owczego pędu hossy była nie maksymalizacja zysków, ale ograniczanie ryzyka. Obecnie sytuacja jest analogiczna. Niezależnie czy wtorkowa sesja okaże się kapitulacją inwestorów, to najbliższe dni będą pod gigantycznym wpływem bieżących wydarzeń i informacji (CPI w USA dziś 14: 30, inflacja w Polsce 14: 00), a nie wyceny fundamentalnej spółek. Większość inwestorów nie jest gotowa na taką dużą zmienność i powinna chronić kapitał powstrzymując się w takich momentach przed otwieraniem pozycji na rynku terminowym.
Na koniec warto jako ciekawostkę podać, że w przeprowadzonej w dniach 6-9 bm. przez Pentor ankiecie banków (Pengab) wzrost popytu na akcje stwierdzono w 13 proc. placówek, spadek w 22 proc. i saldo oceny spadło do poziomu minus 9 pkt. Ostatni raz ujemna wartość salda oceny była w sierpniu 2004 r. Samo to potwierdza, jak bardzo majowa wyprzedaż zaczęła odstraszać inwestorów od GPW. A nie uwzględnia to jeszcze ostatniej fali przeceny. Jeśli chodzi o same jednostki funduszy inwestycyjnych, to saldo oceny spadło, wróć - uległo gwałtownemu załamaniu z 68 do 29 pkt. czyli dokładnie na poziomy sprzed 12 miesięcy. Teraz już trudniej będzie pozyskiwać klientów.