Reklama

Patologiczne podejście do patologii

Dotychczasowe "redukcje" podatków sprowadzały się do tego, aby zostawić obywatelowi np. 100 zł w prawej kieszeni, a wyjąć mu 115 zł z lewej

Publikacja: 14.06.2006 09:20

Zryczałtowane koszty uzyskania przychodu stały się problemem ogólnonarodowym po tym, jak zabrał się za nie prezydent. Lech Kaczyński uznał, że 50-proc. kosztów trzeba bronić, bo rzecz ważna jest dla naukowców. Oczywiście, nie tylko dla nich - także dla pisarzy, artystów oraz dla nas, dziennikarzy. Korzystając z wyrażenia wicepremier Zyty Gilowskiej, prezydent chce bronić patologii.

Bo rzeczywiście, trudno uzasadnić, dlaczego niektórzy podatnicy mają prawo do odpisania sobie 50 proc. swoich zarobków od podstawy opodatkowania, a inni nie. A dokładnie - inni mają możliwość odpisania sobie od kilku procent do kilku promili swoich dochodów. Faktycznie bowiem - ulgę na koszty uzyskania przychodu mają wszyscy, nie licząc osób, które świadomie z niego zrezygnowały, przechodząc na 19-proc., liniową stawkę. Ponieważ nie słyszałem, żeby minister finansów planowała likwidację tej ulgi, uznaję, że to nie same koszty są patologiczne, ale ich wysokość.

Sęk w tym, że mnie zawsze zastanawiała wysokość tych kosztów, które ustawodawca pozwala odliczać wszystkim. Bo niby dlaczego zostały ustalone na 102,25 zł miesięcznie? Skąd ta kwota? Nie jest to ani wydatek na opłaty związane z mieszkaniem, bo za małe (nawet na dwie osoby), ani na bilet miesięczny, bo w zależności od środka komunikacji, to za mało albo za dużo. Może chodzi o dwie pary bardzo tanich butów albo jakiś ułamek garnituru? Wszyscy wiemy, że miesięczne wydatki są znacznie większe niż te 100 złotych z groszami. Może więc dobrze byłoby uznać, że podatnik, aby pracować, musi gdzieś spać, coś jeść, ubrać się i na dodatek do pracy dojechać. I po prostu w ustawie podatkowej urealnić wysokość kosztów, jakie każdy podatnik może sobie odliczyć.

Można zrobić to w prosty sposób - zapisać, że każdy wydatek na utrzymanie jest kosztem uzyskania przychodu, a do jego udokumentowania przedstawić fakturę. Ktoś powie, że to wprowadzi chaos w rozliczeniach i doprowadzi do różnych nadużyć. Ale, po pierwsze - to działa w taki sposób w przypadku firm i choć nadużycia są, to jakoś nikt nie zamierza tu nic zmieniać. Po drugie - to rozwiązanie oznacza sporą szansę na ograniczenie szarej strefy. Nikt nie będzie chciał kupować np. ubrań na bazarach, bez faktury, ale tanio, bo nie będzie mógł sobie odliczyć tych pieniędzy od dochodu. W rezultacie to nie resort finansów będzie zabiegał o rozpowszechnianie kas fiskalnych, tylko sprzedawcy będą je instalować we własnym interesie. Oczywiście, zaczną się dyskusje, co jest, a co nie jest właściwym kosztem uzyskania przychodu. Ot, czy np. truskawki można odliczyć, czy nie. Bo w sumie - truskawki w zimie, zwłaszcza z załączoną obok fakturą na szampana, to już luksus. Ale co zrobić z wydatkami na truskawki w czerwcu?

Innym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie kosztów zryczałtowanych, choćby w wysokości 50 proc. przychodu. Co prawda, szara strefa nadal by kwitła, ale urzędnicy nie musieliby się w razie czego przebijać przez tony coraz bardziej wyblakłych rachunków.

Reklama
Reklama

A co mieliby z tego podatnicy? Puryści uznają, że dodatkową ulgę, która zagmatwa jeszcze bardziej nasze prawo podatkowe. Ale faktycznie - o czym wspominałem wyżej - ulga już jest, zmieniłaby się jedynie jej wysokość. Poza tym - a właściwie przede wszystkim - znaczną obniżkę podatków, którą da się wprowadzić w sposób bardzo prosty (prostsze byłoby chyba tylko zredukowanie stawek VAT). Nie byłoby problemu patologii i nierówności wobec prawa, nie byłoby też protestów. Bo nie wyobrażam sobie, aby ktokolwiek uznał, że jemu źle się dzieje, że ktoś inny będzie dostawał więcej pieniędzy niż dostaje obecnie.Ale mam wrażenie, że dla resortu finansów właśnie owa faktyczna obniżka podatków stanowi największy problem. Bo do tej pory "redukcje" sprowadzały się do tego, aby zostawić podatnikowi np. 100 zł w prawej kieszeni, a wyjąć 115 z lewej. W rezultacie - wszyscy dużo robili, dużo mówili, a dzięki temu wszystko pozostawało bez zmian. I obecne, moim zdaniem, patologiczne podejście minister finansów do patologii w systemie podatkowym pokazuje, że tym razem ma być identycznie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama