Nie ustają doniesienia o krytycznych wnioskach płynących z kontroli dotyczącej autostrady A-4, którą od kwietnia do sierpnia ubiegłego roku przeprowadzała Najwyższa Izba Kontroli. Koncesjonariuszem odcinka autostrady A-4 Kraków-Katowice jest Stalexport Autostrada Małopolska (SAM), spółka z grupy kapitałowej giełdowego Stalexportu. Oficjalny raport NIK-u nie został jeszcze sporządzony. - Wyniki kontroli ogłosimy na przełomie czerwca i lipca - mówi Małgorzata Pomianowska, rzecznik prasowy NIK. Na początku kwietnia własny audyt zapowiedziała Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Wyłoniono już firmę, która go przeprowadzi. Kontrola będzie dotyczyła przepływów finansowych między SAM a Stalexportem. Jak informuje Andrzej Maciejewski, rzecznik GDDKiA, końcowego raportu należy się spodziewać w sierpniu. Oficjalnie nie mówi się o zarzutach wobec SAM ani o odebraniu spółce koncesji, tylko o potrzebie uporządkowania umów z koncesjonariuszami autostrad.

Spółka Stalexport Autostrada Małopolska wydała oświadczenie, w którym zapewnia, że nie ma podstaw do cofnięcia koncesji. Zdaniem SAM, podpisanie piątego aneksu do Umowy Koncesyjnej w październiku ubiegłego roku oraz zamknięcie finansowe, czyli uzyskanie w grudniu 2005 r. trzyletniej linii kredytowej do kwoty 380 mln zł, zamyka możliwość odebrania koncesji. - Drugi zarzut dotyczył tego, że nie inwestujemy w remont autostrady. Część prac sfinansowaliśmy z własnych środków, ale bez kredytu trudno byłoby je kontynuować - tłumaczy Alicja Rajtar z biura prasowego SAM. Pierwsza transza pieniędzy z kredytu wpłynęła do spółki w marcu tego roku. Koncesjonariusz zapewnia, że znajdująca się teraz w kiepskim stanie technicznym autostrada zostanie doprowadzona do wysokiego standardu po zakończeniu wszystkich prac remontowych. Najważniejsze z nich mają się zakończyć w 2009 r. Gdyby umowa koncesyjna miała zostać odebrana, Skarb Państwa musiałby zapłacić odszkodowanie. - W umowie nie zapisano żadnej konkretnej kwoty - mówi Alicja Rajtar.