Airbus odwlekł o pół roku termin wprowadzenia na rynek nowego superjumbo A380, zaś czekające na jego dostawcy linie z Azji zażądały odszkodowań. Notowania spółki EADS, właściciela Airbusa, spadły w jeden dzień o jedną trzecią. Jej kapitalizacja stopniała o przeszło 7 mld euro.
Kłopoty, kłopoty...
Airbus tłumaczy się zatorami w procesie produkcji samolotu-giganta, który na pokład ma zabierać 555 pasażerów. Modyfikacjom podlegają systemy elektryczne maszyny, w wyniku czego dostawy pierwszych egzemplarzy opóźnią się o kolejne sześć-siedem miesięcy. Licząc wcześniejsze przesunięcia, A380 wejdzie do służby na niebie ponad rok później niż pierwotnie planowano.
Nad producentem z Tuluzy zebrało się zresztą więcej czarnych chmur. Analitycy przypominają o kłopotach z 300-miejscowym modelem A350, który miał stanowić konkurencję dla 878 wprowadzanego na rynek przez Boeinga. Produkt z Europy cieszy się jednak słabym popytem - na model Boeinga zdecydował się m.in. LOT, a w środę na listę klientów amerykańskiego producenta wpisały się też Singapore Airlines, które złożyły warte 4,5 mld USD zamówienie na 20 sztuk 878. Dlatego Airbus myśli o nowej wersji A350. Decyzja dotycząca jej finansowania ma zapaść do połowy lipca.
Miliardy strat