Kilkanaście milionów złotych mógł stracić PZU przez nieprawidłowości w kampanii "Stop wariatom drogowym" - wynika z szacunków Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Poprzez billboardy PZU miała być pośrednio finansowana kampania wyborcza Donalda Tuska. Doniesienie do prokuratury w tej sprawie złożył w zeszłym tygodniu Jacek Kurski, poseł PiS. Maciej Kujawski, rzecznik prokuratury, stwierdził, że można mówić o "uprawdopodobnie-niu popełnienia przestępstwa na szkodę PZU". Wynika to z dotychczasowych zeznań świadków i wstępnej analizy dokumentów zabezpieczonych w siedzibie PZU. Kujawski dodał, że postępowanie toczy się "w sprawie", a nie przeciw konkretnym osobom. Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości, powiedział wczoraj, że jedna z przesłuchiwanych osób potwierdziła zarzuty Kurskiego.
Minister dodał, że szybka reakcja prokuratury i natychmiastowe przeszukanie siedziby PZU miało zapobiec ewentualnemu niszczeniu dokumentów.
Tymczasem Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów rozpoczął przeciwko PZU postępowanie antymonopolowe. Sprawa dotyczy ubezpieczeń komunikacyjnych. W 2003 r. PZU stworzył Sieć Naprawczą, do której należą m.in. warsztaty samochodowe i dostawcy części do aut. Ubezpieczycielowi zarzuca się, że poprzez zawyżanie stawek za godzinę pracy we własnych zakładach i udzielanie większych rabatów na części zamienne, działał na szkodę niezależnych warsztatów. - Będziemy badać, czy w ten sposób PZU nie wykorzystało swojej dominującej pozycji na rynku - mówi "Parkietowi" Leszek Piekarz, dyrektor krakowskiej delegatury UOKiK. - Spodziewamy się, że firma będzie argumentować swoje postępowanie chęcią obniżenia kosztów napraw powypadkowych - dodaje L. Piekarz.
PAP