Zbliżająca się do majowego szczytu, jaki został ukształtowany na poziomie 5,19 proc., rentowność amerykańskich 10-latek (wczoraj w połowie sesji podnosiła siź o 1,8 pkt bazowych, do 5,16 proc.) jest odbiciem obaw przed kolejnymi podwyżkami stóp procentowych. A skoro to one w dużym stopniu stały za wyprzedażą akcji z poprzednich tygodni, taka sytuacja skłania do przekonania, że przebicie przez dochodowość bariery 5,19 proc. sprowadzi na giełdy kolejną falę przeceny. Zarówno S&P 500, jak i Nasdaq nie zdołały pokonać oporów w postaci dołków z drugiej połowy maja. To podtrzymuje pesymistyczne nastawienie do amerykańskich akcji. Dopóki te bariery nie zostaną sforsowane, trzeba liczyć się z kontynuacją ruchu w dół. Wzrost dochodowości obligacji traktowany obecnie jako sygnał dobrej koniunktury gospodarczej stanie się zagrożeniem dla niej na przyszłość. Dobre wiadomości nie pojawiły się także na giełdach Starego Kontynentu. Zrzeszający 50 największych spółek europejskich DJ Stoxx 50 wykonał w ostatnich dniach ruch powrotny do przełamanej linii trendu, biegnącej po dołkach z sierpnia 2004 r. i kwietnia 2005 r. Równocześnie z nią indeks spadł poniżej szczytu z jesieni minionego roku, co dodatkowo wzmocniło sygnał sprzedaży. W tej sytuacji, dopóki nie dojdzie do zanegowania tych pesymistycznych wskazań, trzeba liczyć siź z dalszym spadkiem. Powinien on w krótkim terminie sprowadzić indeks przynajmniej do 3100 pkt z obecnych niecałych 3300 pkt.

Wciąż niewypełniony jest minimalny zasięg zniżki o opuszczeniu konsolidacji z pierwszych 5 miesięcy tego roku przez japoński Nikkei. Pozwala on oczekiwać dotarcia indeksu w rejon 13 tys. pkt. Teraz ma ok. 2 tys. pkt więcej. Na tym poziomie mogłyby się zadecydować losy długoterminowego trendu. Zbiegają się tutaj linia trzyletniej hossy (łączy dołki z wiosny 2003 r. i 2005 r.) z linią kilkunastoletniej bessy (biegnie po szczytach z 1989 r. i 2000 r.), która została pokonana w listopadzie ubiegłego roku.