Reklama

Czy to tylko korekta?

Korekta na giełdzie jest naturalnym procesem, gorzej gdy jest zapowiedzią recesji

Publikacja: 21.06.2006 09:18

Z finansami jest jak z piłką nożną - liczą się solidne fundamenty. Chociaż "kwiaty jednej nocy" - spółki o cenach pompowanych ekscytującymi informacjami - mogą mieć znaczenie dla notowań giełdowych, vide przypadek Enronu, to jednak o wiele bardziej istotny wpływ mają takie przypadki na "klimat" zaufania inwestorów do instytucji związanych z publicznym obrotem. "Normalna" gra spekulacyjna pozostanie zawsze częścią giełdowego krajobrazu i mimo ubocznych kosztów pozostanie pożądanym elementem "smarującym" płynność operacji giełdowych.

Poważniejsza korekta na giełdzie jest konsekwencją zmiany oceny ryzyka przypisywanego różnym aktywom finansowym. Korekta jest zatem naturalnym procesem, gorzej gdy jest zapowiedzią recesji.

Ostatnie wydarzenia na rynkach światowych stawiają w centrum uwagi pytanie, czy spadki giełdowe oznaczają krótkie dostosowanie portfeli inwestorów, czy też są zapowiedzią generalnego odwrotu na rynkach finansowych. Odpowiedź zależy od właściwej oceny fundamentów gospodarczych.

"Zapalnikiem", który uruchomił proces korekty, była zmiana oczekiwań związanych z cyklem podwyżek stóp procentowych. Ostatnie wypowiedzi Bernankego i informacje dotyczące inflacji skłaniają do przyjęcia scenariusza dalszych podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. W ten cykl zacieśniania polityki pieniężnej wpisują się również decyzje EBC i banku centralnego Szwajcarii. Perspektywa wyższych stóp procentowych wymusiła zmiany w strukturze aktywów.

Należy pamiętać, że od dłuższego czasu rynki finansowe żyły w świecie niskich stóp procentowych. Pogoń za zyskami wymagała więc większej koncentracji na bardziej ryzykownych inwestycjach. Światowy rynek kapitałowy uległ znacznemu ożywieniu.

Reklama
Reklama

Również dynamicznie rozwijał się rynek skarbowych papierów wartościowych rynków wschodzących. Coraz lepsza sytuacja gospodarcza tych krajów wymuszała spadek rentowności obligacji, który inwestorzy zagraniczni kompensowali zwiększonym zaangażowaniem. Niskie stopy procentowe wywołały boom na rynku nieruchomości i tym samym zwiększyły zainteresowanie instrumentami związanymi z finansowaniem tego sektora.

Do wyżej wymienionych czynników należy jeszcze dodać "krzywą płaską" rentowności amerykańskich papierów skarbowych. Splot historycznych okoliczności spowodował wzrost popytu na amerykańskie obligacje i tym samym, mimo "podwójnego" deficytu, nie wywołał oczekiwanego spadku ich ceny. Dopiero ostatnia, wyraźna globalna skłonność kluczowych banków centralnych do zaostrzenia polityki pieniężnej musiała doprowadzić do zmiany struktury portfeli aktywów.

Do łask wracają bezpieczne papiery wartościowe, których oczekiwany wzrost cen pozwala utrzymać właściwy poziom zysków, a zwiększona skala inwestycji redukuje ekspozycję na bardziej ryzykownych rynkach.

Jakie będą makroekonomiczne skutki dostosowania na rynkach finansowych? Kraje "emerging markets", z małymi wyjątkami, dobrze zniosą dostosowanie. Odpływ kapitału portfelowego nie wpłynie istotnie na zdolności sfinansowania deficytów budżetowych tych krajów. Lekkie osłabienie walut państw tego regionu może zmniejszyć realną tendencję aprecjacyjną, czyli poprawi konkurencyjność, bez istotnych skutków inflacyjnych.

"Stare" kraje Unii Europejskiej w dalszym ciągu nie będą w stanie rozpędzić swoich

gospodarek, przyśpieszenie

Reklama
Reklama

inflacyjne będzie natomiast pod kontrolą. Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest znikomy postęp w zakresie reform strukturalnych, w dużym

stopniu związanych z rynkiem pracy.

Decydujące znaczenie będzie miał więc rozwój sytuacji gospodarczej w Stanach Zjednoczonych. Dalsze przyspieszenie inflacji i wzrost deficytu na rachunku bieżącym muszą doprowadzić do dalszego zaostrzenia polityki pieniężnej i znacznego dostosowania fiskalnego.

Taki scenariusz, szczególnie biorąc pod uwagę sytuację na rynku nieruchomości, spowoduje zwolnienie wzrostu gospodarczego i wywoła globalne skutki recesyjne.

Mniej dotkliwy scenariusz zakłada uelastycznienie kursów walutowych krajów Dalekiego Wschodu, przede wszystkim Chin. W tym przypadku Stany Zjednoczone stopniowo będą przywracać równowagę swojego bilansu handlowego bez hamowania wzrostu gospodarczego.

Amerykańska "lokomotywa" gospodarcza ponownie zadecyduje o światowej koniunkturze, szybkość jej poruszania się zależy jednak już nie tylko od amerykańskiej polityki gospodarczej.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama