Z finansami jest jak z piłką nożną - liczą się solidne fundamenty. Chociaż "kwiaty jednej nocy" - spółki o cenach pompowanych ekscytującymi informacjami - mogą mieć znaczenie dla notowań giełdowych, vide przypadek Enronu, to jednak o wiele bardziej istotny wpływ mają takie przypadki na "klimat" zaufania inwestorów do instytucji związanych z publicznym obrotem. "Normalna" gra spekulacyjna pozostanie zawsze częścią giełdowego krajobrazu i mimo ubocznych kosztów pozostanie pożądanym elementem "smarującym" płynność operacji giełdowych.
Poważniejsza korekta na giełdzie jest konsekwencją zmiany oceny ryzyka przypisywanego różnym aktywom finansowym. Korekta jest zatem naturalnym procesem, gorzej gdy jest zapowiedzią recesji.
Ostatnie wydarzenia na rynkach światowych stawiają w centrum uwagi pytanie, czy spadki giełdowe oznaczają krótkie dostosowanie portfeli inwestorów, czy też są zapowiedzią generalnego odwrotu na rynkach finansowych. Odpowiedź zależy od właściwej oceny fundamentów gospodarczych.
"Zapalnikiem", który uruchomił proces korekty, była zmiana oczekiwań związanych z cyklem podwyżek stóp procentowych. Ostatnie wypowiedzi Bernankego i informacje dotyczące inflacji skłaniają do przyjęcia scenariusza dalszych podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. W ten cykl zacieśniania polityki pieniężnej wpisują się również decyzje EBC i banku centralnego Szwajcarii. Perspektywa wyższych stóp procentowych wymusiła zmiany w strukturze aktywów.
Należy pamiętać, że od dłuższego czasu rynki finansowe żyły w świecie niskich stóp procentowych. Pogoń za zyskami wymagała więc większej koncentracji na bardziej ryzykownych inwestycjach. Światowy rynek kapitałowy uległ znacznemu ożywieniu.