Czwartkowe sesje na giełdach amerykańskich rozpoczęły się od spadków indeksów. Niechęć do kupowania akcji wyjaśniano powrotem obaw, że Fed, bank centralny USA, nie zadowoli się podniesieniem kosztów kredytu w przyszłym tygodniu i przedłuży serię podwyżek stóp procentowych. Zwiastunem zwolnienia tempa wzrostu była wartość wskaźnika Conference Board, prognozującego koniunkturę w kolejnych 36 miesiącach. W maju obniżył się o 0,6 proc., po 0,1 -proc. spadku w kwietniu. Jednak słońce, które na Wall Street zaświeciło w środę, grzało gdzie indziej jeszcze następnego dnia, chociaż coraz słabiej. Do poprawy pogody wystarczyły dobre wiadomości z dwóch spółek: banku inwestycyjnego Morgan Stanley i FedEx. Poinformowały one o lepszych wynikach kwartalnych, niż przewidywali analitycy. Nazajutrz ten sukces świętowano zakupami na rynkach azjatyckich i europejskich. Inwestorzy, których dotąd często męczyła perspektywa wolniejszego wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych, dostrzegli też inny wariant rozwoju sytuacji. Japonia zareagowała "bardzo szeroko". Tylko jedna spółka z indeksu Nikkei 225 straciła na wartości. Grupa rosnących firm była najliczniejsza od dwunastu lat. Dobre wrażenie na tokijskiej giełdzie wywarła informacja o wzroście nadwyżki w handlu zagranicznym. Zdarzyło się to po raz pierwszy od siedemnastu miesięcy. Na rozwiniętych rynkach europejskich też grano na amerykańską nutę, ale nie wyłącznie. W pierwszym szeregu pojawił się francuski potentat cementowy Lafarge, który skorygował w górę prognozę wyników. Potraktowano to jako dobry znak dla sezonu raportowania o kwartalnych wynikach, który rozpocznie się za kilka tygodni. Drożejące surowce stanowiły silny punkt odbicia dla akcji takich firm jak Total czy Billiton. Perspektywa możliwej wygranej batalii o Arcelora wyniosła kurs akcji Mittal Steel o 3 proc. Dzisiaj świat wartości cenionych przez inwestorów znowu może się zmienić, bo zmienności sprzyja bliski termin posiedzenia Fed.