Notowania z rynku finansowego wskazują, że w tej chwili to Ford Motor, a nie General Motors, jest z tej dwójki największych amerykańskich producentów samochodów bliższy bankructwa. Jak podał piątkowy "Financial Times", koszt ubezpieczenia się przed upadłością Forda na najbliższe pięć lat wynosił ostatnio 9,39 proc. rocznie, podczas gdy w przypadku jego rywala spadł do 9,26 proc. Tę samą tezę potwierdzają notowania z giełd akcji. Papiery GM, mimo że koncern wciąż boryka się z kłopotami, zdrożały przez pół roku o 40 proc., gdy Forda osiągnęły w minionym tygodniu poziom najniższy od 52 tygodni.

Tymczasem Ford przedstawił paletę modeli, które mają mu zapewnić sukces w 2007 r. To m.in. Edge (z grupy tzw. crossoverów czy pojazdów mieszczących się pomiędzy sportowo-użytkowymi SUV-ami a tradycyjnymi autami), znany już wcześniej Fusion z napędem na cztery koła oraz Shelby GT500, czyli nowy model Mustanga z 8-cylindrowym 500-konnym silnikiem. Mają podbijać Amerykę od jesieni. Znów jednak wśród wprowadzanych na rynek aut znalazło się wiele dużych i energochłonnych, na których amerykańscy producenci osiągają co prawda najwyższe marże, ale które z powodu rosnących cen paliwa cieszą się teraz coraz mniejszą popularnością.

W styczniu Ford ogłosił plan gruntownej restrukturyzacji nazwany "The Way Forward" (Droga naprzód), który obejmował m.in. zamknięcie siedmiu montowni i siedmiu innych zakładów pracy. Produkcja koncernu miała być zmniejszona o 1,2 mln pojazdów, głównie modeli, na których koncern zarabiał najmniej, albo wręcz tracił pieniądze. Z Forda odeszło lub będzie musiało odejść 25-30 tys. pracowników. Jednocześnie koncern rozbudowuje trzy fabryki w Meksyku, chcąc obniżyć koszty siły roboczej. W wyniku ograniczania produkcji udział Forda w amerykańskim rynku spadł w I kwartale br. do 17,6 proc. w porównaniu z 18,2 proc. w analogicznym okresie ub. r.

Inwestorzy z dużym sceptycyzmem przyjmują plany Forda. Od stycznia akcje spółki straciły łącznie na wartości około 17 procent, a w całym ubiegłym roku - ponad 18 procent i oscylują wokół 52-tygodniowego dołka. Zupełnie inne jest nastawienie Wall Street wobec podobnego planu restrukturyzacji realizowanego przez General Motors. Akcje GM zyskały od początku roku ponad 30 proc. Według analityków ze Standard & Poor?s, ta dysproporcja to przede wszystkim wynik kiepskiej komunikacji Forda z inwestorami na temat postępów w procesie restrukturyzacji.