Mimo że sprzedaż akcji państwowych spółek w ofertach publicznych praktycznie nie ma przeciwników, znów mamy pod tym względem posuchę. Przez pewien czas można było myśleć, że to przerwa "techniczna", wynikająca ze zmiany ekipy rządzącej. Ale przerwa trwa już bardzo długo. I to mimo że ze strony gabinetu premiera Kazimierza Marcinkiewicza od dawna docierają pozytywne dla rynku sygnały. Podczas majowej konferencji z okazji 15-lecia GPW szef rządu zapowiedział przyspieszenie prywatyzacji. Twierdził, że w ciągu najbliższych dwóch lat na parkiecie pojawić się może pięć nowych, ważnych spółek: PZU, LOT, Poczta Polska, Polska Grupa Energetyczna i Południowy Koncern Energetyczny. Do obrotu mogą trafić akcje tych firm o wartości blisko 24 mld złotych. Z drugiej jednak strony, MSP wciąż odwołuje lub przesuwa kolejne projekty prywatyzacyjne. Można przypomnieć czekające w kolejce Ruch, Sklejkę--Pisz czy Polmosy. Przyhamowano też dalszą prywatyzację branży chemicznej (Zakładów Chemicznych w Policach oraz Zakładów Azotowych Puławy, notowanych już na GPW) i wstrzymano energetycznej. Enea czy Elektrownia Kozienice złożyły prospekty emisyjne do KPWiG jeszcze przed ubiegłorocznymi wyborami, licząc na szybkie debiuty. Po odwołaniu ich ofert publicznych kolejne przedsiębiorstwa systematycznie wycofywały się z podobnych planów. Już pod rządami ministra skarbu Andrzeja Mikosza przygotowano prospekt Jastrzębskiej Spółki Węglowej, ale został on "zamrożony". Tymczasem analitycy mówią zgodnie - giełda była i jest skutecznym sposobem sprzedaży państwowych przedsiębiorstw. - Bez giełdy tempo prywatyzacji byłoby o wiele mniejsze - przypomina Marcin Piątkowski z Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego.
Przeważają korzyści
- Prawo i Sprawiedliwość nie wycofuje się ze swoich obietnic dotyczących prywatyzacji przez giełdę - mówi przedstawiciel tej partii w sejmowej Komisji Skarbu, poseł Marek Suski. Zaraz jednak przyznaje, że w tym roku gremium, w którym uczestniczy, nie dyskutowało szerzej nad propozycjami upublicznienia państwowych firm. - Bo nie ma żadnych konkretów ze strony ministerstwa skarbu - tłumaczy poseł Suski. Zapewnia, że PiS nadal uważa, że jeżeli prywatyzować, to tak, aby korzyści miała jak największa liczba inwestorów, głównie prywatnych. Wycena rynkowa jest bowiem bardziej wiarygodna i stwarza mniej podejrzeń niż wyceny prywatyzacyjne dokonywane przez ekspertów. - Prywatyzacja przez giełdę jest na pewno lepsza niż brak prywatyzacji. Problemem może być to, że sprzyja rozproszeniu akcjonariatu. A przez to negatywnie może wpływać na cenę - polemizuje Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Również poseł PO, Jan Wyrowiński (Komisja Skarbu Państwa) uważa, że prywatyzacja giełdowa ma swoje minusy. - Przede wszystkim są spółki, gdzie potrzebny jest silny inwestor strategiczny, który dodatkowo zaangażuje znaczne środki finansowe oraz przekaże know-how - mówi Wyrowiński. Taki inwestor to również korzyść dla budżetu, bo zazwyczaj płaci premię za większościowy pakiet. Ale generalnie nikt nie podważa korzyści płynących z wprowadzania firm na giełdę. Przewodnicząca sejmowej Komisji Skarbu Państwa, Hanna Gronkiewicz-Waltz zwraca uwagę na potrzeby inwestorów instytucjonalnych. Szczególnie funduszy emerytalnych, które szukają nowych możliwości lokowania pieniędzy. - Dzięki funduszom to obywatele stają się właścicielami akcji sprywatyzowanych przedsiębiorstw - mówi H. Gronkiewicz-Waltz. Jej zdaniem, w dłuższym czasie prywatyzacja giełdowa przynosi też korzystne zmiany w strukturze społecznej. Powiększa się grupa świadomych właścicieli, co prowadzi do wzrostu znaczenia klasy średniej w gospodarce. Jarosław Augustynowicz ze Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych zwraca z kolei uwagę na fakt, że to właśnie głównie giełdowe, a nie państwowe spółki płacą regularnie i w całości swoje zobowiązania podatkowe.Kontrola nad majątkiem?
Gdyby prywatyzacje miały przebiegać zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, większościowe pakiety akcji wielu firm zostałyby w rękach Skarbu Państwa. Prof. Witold Orłowski z Niezależnego Ośrodka Badań Ekonomicznych zżyma się, że taka prywatyzacja nie jest żadną prywatyzacją. - Tę rozumiem jako znalezienie inwestorów, którzy przejmą odpowiedzialność za przedsiębiorstwo, co nie jest możliwe, gdy większość akcji pozostaje w rękach państwa - uważa Orłowski. Ale nawet w takiej sytuacji są, jego zdaniem, korzyści z wprowadzenia spółki na giełdę. Główne to większa przejrzystość i poprawa jakości zarządzania. Na przejrzystość zwraca uwagę także Andrzej Powierża z BDM PKO BP. Jednak jego zdaniem w przypadku, gdy duża część akcji pozostaje w rękach państwa (które ma wpływ na działalność spółki), nie jest możliwa prawdziwie rynkowa weryfikacja kompetencji zarządu.
Nadal niewiele ofert