Od kilkunastu tygodni uczestnicy rynku żyją w coraz silniejszym przekonaniu, że już wkrótce władze monetarne mogą zdecydować się na podwyżki stóp procentowych. Wydarzenia z ostatniego miesiąca, w tym przede wszystkim publikacje dobrych danych makroekonomicznych, przeważyły ostatecznie szalę i doprowadziły do gwałtownego wzmocnienia oczekiwań na wzrost kosztów kredytu. O ile jeszcze miesiąc temu notowania rynku FRA sugerowały, że do pierwszej podwyżki może dojść dopiero w 2007 r., o tyle obecnie inwestorzy spodziewają się zacieśnienia polityki pieniężnej już w br. Co więcej, zamiast dwóch podwyżek (łącznie o 0,5 punktu procentowego) do końca 2007 roku, rynek wycenia już siedem podwyżek - łącznie o 1,75 pp.
Czerwiec obfitował w wydarzenia, które przemawiały za wyższymi stopami procentowymi - poczynając od relatywnie wysokiej dynamiki płac, poprzez sukces górników w negocjacjach nagród z zysku, aż po zaskakująco wysoką dynamikę produkcji przemysłowej. Jednak chłodna analiza wskazuje, że żaden z tych czynników nie stanowi aż tak poważnego zagrożenia, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. To doskonały przykład, że w niektórych sytuacjach nie siła argumentów, lecz ich liczba może mieć decydujący wpływ na oczekiwania rynkowe.
Po pierwsze, jak już na łamach "Parkietu" pisałem, wydajność pracy rośnie od wielu miesięcy w tempie znacznie szybszym niż wynagrodzenia. Tym samym przyspieszenie dynamiki płac w sektorze przedsiębiorstw wcale nie jest wystarczającym argumentem, by uzasadnić podwyżki stóp procentowych. Również planowane wypłaty nagród dla górników oraz podwyżki dla pracowników służby zdrowia nie powinny zagrozić stabilności cen. Otóż najprawdopodobniej będą one miały tak słaby wpływ na dynamikę konsumpcji (po około 0,1 pp.), że można te elementy praktycznie pominąć.
Z kolei ostatni z wymienionych wcześniej argumentów (silny wzrost produkcji) wbrew pozorom wcale nie świadczy o rosnącym zagrożeniu inflacyjnym. W końcu głównym motorem wzrostu produkcji przemysłowej w maju okazało się przyspieszenie eksportu, a nie wzrost popytu krajowego. Z tego powodu inflacyjny efekt ożywienia w przemyśle będzie zapewne niewielki, a tym samym spekulacje na temat konieczności szybkich podwyżek stóp wydają się co najmniej przesadzone.
Oczywiście, wszystkie powyższe tendencje mogą (i powinny) skłaniać władze monetarne do ostrożności. Jednak nie oznacza to wcale, iż stan polskiej gospodarki uzasadnia podwyżki stóp procentowych o 75 punktów bazowych już w bieżącym roku. Tak znaczne różnice między oczekiwaniami rynkowymi i fundamentami makroekonomicznymi nie mogą utrzymywać się zbyt długo. Dlatego jeżeli tylko przedstawiciele RPP nie zasygnalizują jasno konieczności podwyżek stóp procentowych, to właśnie przewidywania inwestorów będą musiały się dostosować do sytuacji gospodarczej.