Sytuacja na światowych rynkach wciąż nie wygląda zbyt obiecująco. Mimo że od dołka z 13 czerwca minęło do ostatniego piątku już osiem sesji, to amerykański indeks S&P 500 wzrósł w tym czasie zaledwie o 1,7 proc. S&P 500 musiałby wzrosnąć jeszcze o 6,5 proc., by powrócić do majowego szczytu (1326 pkt). Sytuacja techniczna tego indeksu jest jednak dość niejednoznaczna. W połowie miesiąca wydawało się, że nic nie jest w stanie powstrzymać dalszej przeceny, kiedy S&P 500 przebił ważne wsparcie wynikające z dwuletniej linii trendu wzrostowego, będącej jednocześnie dolnym ramieniem szerokiego zwyżkującego klina. W wyniku późniejszego odbicia indeks powrócił jednak do linii trendu i obecnie oscyluje wokół niej. Zdecydowanie bardziej jednoznacznie, a zarazem pesymistycznie, przedstawia się obraz technologicznego Nasdaqa Composite. W jego przypadku spadek na początku miesiąca był na tyle silny, że indeks nie zdołał później powrócić do dwuletniej linii trendu wzrostowego. Tym samym można przyjąć, że trend spadkowy trwa, a obecna korekta nie jest dla niego poważniejszym zagrożeniem.

Niestety, ostatni odczyt wskaźnika wyprzedzającego koniunktury w amerykańskiej gospodarce (LEI) także nie daje podstaw do zbytniego optymizmu. Roczny wzrost tego wskaźnika w maju wyniósł 1,7 proc. Słabszą dynamikę zanotowano w tym roku tylko w lutym, zaś w pozostałych miesiącach zawsze przekraczała 2 proc. Dla porównania, w szczycie koniunktury w marcu 2004 r. roczny wzrost LEI wyniósł 9,8 proc., zaś najsłabszy odczyt zanotowano w październiku ub.r. i wyniósł on wówczas niespełna 1 proc. Mówiąc językiem analizy technicznej, można stwierdzić, że roczny wzrost LEI konsoliduje się wokół poziomu 2 proc.

już od roku. Tym samym wskaźnik sugeruje, że gospodarka amerykańska rozwijać się będzie w kolejnych miesiącach w niezbyt wysokim tempie. Spadek poniżej wspomnianego 1 proc. byłby sygnałem, że gospodarkę czeka

spowolnienie.