Procter&Gamble wszedł do Polski jeszcze na początku lat 90. i był wtedy jednym z pierwszych dużych zagranicznych inwestorów w naszym kraju. Co skłoniło firmę do podjęcia tego kroku?
Na początku przemian gospodarczych w Europie Środkowej P&G bardzo dobrze ocenił perspektywy rozwoju w regionie. W 1994 r. otworzyliśmy pierwszą fabrykę na warszawskim Targówku. Jednocześnie inwestowaliśmy również m.in. w Czechach i na Węgrzech. Polska była jednak traktowana priorytetowo. Przemawiała za tym łatwość znalezienia dobrze wykształconych kadr, wielkość rynku zbytu, wprowadzanie prorynkowych reform i dobre relacje kraju ze Stanami Zjednoczonymi, gdzie znajduje się centrala spółki.
Koncern działa w Polsce za pośrednictwem dwóch zakładów - łódzkiego Gillette i fabryki na warszawskim Targówku. Miesiąc temu spółka podjęła decyzję o kolejnej, wartej 40 mln euro, inwestycji w naszym kraju. Czy możemy się spodziewać następnych?
Polska to z pewnością atrakcyjna lokalizacja. Wyrazem tego jest wybranie właśnie Warszawy na centralę firmy wspierającą operacje w krajach bałtyckich. Pracuje tutaj również ok. 100 informatyków, dostarczających software, który wspomaga globalną działalność koncernu. Rozglądamy się jednak za terenami pod budowę fabryk nie tylko w Polsce, ale również w innych krajach Europy Środkowej. Jeżeli warunki okazują się korzystne, wchodzimy z inwestycją.
Czy P&G planuje wkrótce zakupy innych podmiotów w naszym regionie?