Zaczęliśmy od wzrostu, ale reszta sesji nie była już taka optymistyczna. W gruncie rzeczy nie można się dziwić, gdyż mieliśmy za sobą dwie sesje sporych zwyżek i przyszedł czas na uspokojenie nastrojów. Warto zwrócić uwagę na kilka elementów. Skala wczorajszego spadku nie była duża, co oznacza, że popyt nadal trzyma rękę na pulsie, choć można mieć obawy, że to tylko gra obliczona na krótki czas związany z kończącym się dziś kwartałem i półroczem. Wczorajszy obrót jest mniejszy od środowego, co skłania do tezy o korekcyjnym charakterze spadku cen.
Czy to oznacza, że wzrost będzie kontynuowany? Być może, choć teraz będzie już znacznie trudniej, bo do akcji przystąpi podaż, która do tej pory była tłumiona, by pozwolić cenom rosnąć. Nie sądzę, by faktycznie wszyscy z nadzieją wyglądali nowej fali hossy. Jestem sceptykiem co do tego, że popyt sobie z tą narastającą podażą poradzi. To już nie jest ten sam rynek - nie ta podaż i nie ten popyt, co w kwietniu czy na początku maja.
Technicznie wczorajszy wzrost został zatrzymany na poziomie luki bessy z 8 czerwca br. Jeśli dziś nie uda się jej sforsować, to po weekendzie będzie to znacznie trudniejsze za sprawą zaniku chęci do zwyżki związanej z wynikami funduszy. Okienka będą już przystrojone.
Wczoraj, jeszcze przed zakończeniem naszych notowań, a więc i przed ogłoszeniem decyzji przez FOMC, pojawiły się nieco lepsze od prognoz dane dotyczące
dynamiki PKB, a zwłaszcza zmiany cen. Sprawa decyzji wydawała się przesądzona (pisząc to zakładam, że doszło do podniesienia