ING Bank Śląski zrezygnował z pobierania opłaty za przelewy przez internet i telefon. Andrzej Sowa, dyrektor departamentu klientów indywidualnych w ING BSK, tłumaczy to zachęcaniem klientów do przeprowadzania transakcji drogą elektroniczną. - Od dawna staramy się przełamać stereotyp podziału na banki internetowe i tradycyjne - wyjaśnia. - Liczymy też, że po zmianie dynamika wzrostu liczby osób korzystających z bankowości elektronicznej będzie podobna do tej, jaką mieliśmy w ubiegłym roku - dodaje.

Powodów może być jednak więcej. W 2005 r. po intensywnej kampanii reklamowej, akcentującej bezpłatność usług elektronicznych (bank uprzedzał jednak, że od tego roku wprowadzi taryfę) liczba chętnych do korzystania z nich wzrosła z 153 tys. do ponad 379 tys. Tymczasem w I kwartale br., gdy już trzeba było płacić, użytkowników wirtualnych kont przybyło niecałe 27 tys., czyli niewiele więcej niż w minionym roku miesięcznie. Bankowi nie przybywa też kont osobistych. Z 1002 tys. ROR-ów na koniec 2005 r., po zamknięciu 40 tys. nieaktywnych rachunków, na koniec marca został niecały milion.

Niewykluczone, że gest wobec rynku to również próba zatarcia negatywnych wrażeń, jakie mogły wywrzeć ostatnie zdarzenia w banku. Na początku czerwca głośna była sprawa okradania kont właścicieli kart płatniczych, którzy brali pieniądze z bankomatu przy pl. Konstytucji w Warszawie. Na wszelki wypadek ING BSK zablokował wówczas kilkaset kart. Później oburzenie klientów wywołała decyzja banku o podwyższeniu minimalnych wypłat z większości bankomatów. By oszczędzić na obsłudze urządzeń, bank zrezygnował z banknotów 10-, 20-złotowych. Wreszcie kilka dni temu UOKiK skrytykował relacje ING BSK z klientami. Urząd uznał za błędne przesyłanie wyłącznie zmienianych fragmentów regulaminu, a nie całej jego treści. UOKiK nie spodobało się również, że bank nie przypomniał, że klient ma prawo odstąpić od zmienionej umowy. Zdaniem przedstawiciela banku, zmiana opłat była przygotowana dużo wcześniej. - To zbieg okoliczności - kwituje A. Sowa.