Piątkowa sesja zakończyła okres nadziei i oczekiwań na wzrosty kursów związane z poprawę wycen portfeli zarządzających na koniec półrocza. Wczorajsze notowania miały pokazać prawdziwy obraz rynku, bez naleciałości "window dressing". Na przekór oczekiwaniom, rynek ani nie kontynuował wzrostów z zeszłego tygodnia, ani nerwowo się nie załamał po dniu dokonywania wycen portfeli. GPW rozpoczęła lipiec w iście wakacyjnym stylu, z obrotami na poziomie poniżej 700 mln zł i właściwie jedną wyróżniającą się spółkę. Notowania KGHM wzrosły o 1,9 proc. przy solidnym jak na tę sesję wolumenie, co było związane głównie z piątkową rekomendację CAIB. Uspokojeniu nastrojów na rynku sprzyjał dodatkowo brak wtorkowej sesji w USA oraz niewielkie zmiany indeksu w Budapeszcie, gdzie po piątkowych szaleństwach byliśmy świadkami kosmetycznych zmian notowań.

Na tle giełdowego marazmu gwałtownie umacniał się złoty - kurs euro obniżył się o 4,02 zł. Sprawa minister Gilowskiej zakończyła się wczoraj jej odmowę powrotu do rzędu, co rynek giełdowy przełknął bez reakcji. Wszystko wskazuje więc na to, że wchodzimy w okres wakacyjny, ze wszystkimi tego skutkami - mniejszą zmiennością i niższymi obrotami oraz mniejszym natężeniem informacji (szczególnie ze sceny politycznej), które mogłyby mieć wpływ na notowania indeksów. Inwestorzy czekają na raporty finansowe za drugi kwartał i to dopiero one mogę wnieść coś nowego do obrazu rynku.

Pierwsze sesje lipca mogę przynieść spadki indeksów, bo prócz osunięć dywidendowych (w środę KGHM - dywidenda 10 PLN na akcję, w czwartek PKO BP - dywidenda 0,8 PLN na akcję), rynek będzie zapewne przymierzał się do korekty ostatniego blisko 20-proc. wzrostu WIG20. Odbicie od poziomu 2450 pkt. było bowiem nagłe, bez żadnej konsolidacji i właściwie bez przystanków. A to zazwyczaj świadczy o słabości rynku i braku siły do kontynuacji trendu w dłuższym terminie. Dodatkowo na piętkowej, ostatniej w półroczu sesji WIG20 osiągnął poziomy korekty wzrostowej z początku czerwca, które stanowię teraz istotny opór.