Na rynek surowcowy powrócili kupujący. Od dołka sprzed połowy czerwca indeks CRB Futures, obejmujący kontrakty na towary z giełd w Nowym Jorku i Chicago, zdołał już podskoczyć o ponad 5 proc. (wczoraj o 0,3 proc., do 347,4 pkt). Tym samym odrobił połowę strat poniesionych w trakcie majowo-czerwcowej korekty. Wskaźnik ruszył ostro w górę w czwartek i piątek, po decyzji amerykańskiej Rezerwy Federalnej, która zasygnalizowała koniec serii podwyżek stóp procentowych. Niższy docelowy poziom stóp będzie mieć korzystny wpływ na gospodarkę, a to oznacza większy popyt na ropę naftową czy metale. Oznaką utrzymującego się wysokiego popytu na produkty ropopochodne są badania przeprowadzone przez AAA, amerykańskie stowarzyszenie automobilistów. Wynika z nich, że mimo strasznie drogiej benzyny, aż 34,3 mln Amerykanów uda się w trakcie dzisiejszego Dnia Niepodległości w podróż samochodem. Jeśli Amerykanie nie zamierzają oszczędzać, jest to znak dla inwestorów, że ropa może drożeć dalej. W piątek w Nowym Jorku osiągnęła poziom 73,93 USD za baryłkę, czyli niewiele ustępujący rekordowi z kwietnia. Wczoraj ropa minimalnie staniała, ale za to w górę szły m.in. notowania niklu, srebra i złota, a także towarów spożywczych, takich jak cukier czy kawa. Szczególnie złoto jest wrażliwe na zmiany w polityce monetarnej w USA. W czwartek i piątek podrożało o 6,5 proc., do 616 USD za uncję. Wczoraj też drożało (o ok. 0,3 proc.) w wyniku spekulacji na temat przyspieszenia podwyżek stóp procentowych w strefie euro - wówczas dolar, w której to walucie notowane jest złoto, mógłby osłabnąć.