Odwołanie złożyliśmy we wtorek rano. Liczymy, że argumenty, które przedstawiliśmy prezesowi URE, skłonią go do zmiany decyzji. W przeciwnym razie sprawą zajmie się sąd, co oznacza spór prawny - powiedział wczoraj Cyryl Federowicz, dyrektor biura taryf Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa. Teraz piłka jest po stronie urzędu. Może on uchylić lub zmienić swoją decyzję, bądź przesłać odwołanie razem z aktami sprawy do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Ten albo uwzględni wniosek PGNiG i uchyli zaskarżoną decyzję URE, lub oddali odwołanie. Może też zmienić decyzję urzędu lub przekazać sprawę do ponownego rozpatrzenia. Niezależnie od finału PGNiG nie wyklucza kolejnych wniosków o zmianę taryfy.
Zaskakująca odmowa
PGNiG zwróciło się w maju do URE o zgodę na podniesienie hurtowych cen gazu o 12 proc. od lipca. Giełdowa spółka uzasadniła konieczność podwyżki m.in. wzrostem kosztów zakupu gazu z importu (o 4,13 proc.) oraz zwyżkami (o 8,4 proc.) kursów walut. Jednak w czerwcu URE odrzucił wniosek firmy. Zdecydowana postawa urzędu zaskoczyła część analityków, którzy oczekiwali, że URE zaakceptuje podwyżki, chociaż niższe od proponowanych przez PGNiG. Zwracali uwagę, że ciągle rosnące ceny paliw uzasadniają już trzecią w tym roku zmianę taryfy.
Małe wielkie pieniądze
Wysokość cen gazu jest kluczowa dla wyników PGNiG. W ubiegłym roku spółka sprzedała 13,6 mld metrów sześciennych gazu ziemnego. Krajowe wydobycie wyniosło 4,3 mld m sześc., a pozostałą część stanowił import, głównie z Rosji. To, ile firma płaci za rosyjski gaz jest od wielu lat tajemnicą handlową. Wiadomo jednak, że mniej niż większość odbiorców z Europy Zachodniej. Mimo to sprzedaż importowanego gazu jest dla PGNiG nieopłacalna, gdyż niższe od zachodnich są też ceny błękitnego paliwa dla krajowych odbiorców. - Nasza cena zakupu jest wyższa o ponad kilkanaście procent od ceny sprzedaży - mówi Federowicz. - Straty zmniejszamy, mieszając gaz z importu z tym, który wydobywamy. Spółka ma zysk tylko dzięki działalności pobocznej.