Na razie inwestorzy nie odzyskali z WGI Domu Maklerskiego ponad stu milionów złotych, które za jego pośrednictwem zainwestowali. Czy na pewno ponad stu milionów - to się jeszcze okaże. Wiadomo przecież, że broker o innych liczbach informował swoich klientów, a o innych Komisję Papierów Wartościowych i Giełd. W przypadku niektórych inwestorów różnice sięgały nawet kilku milionów złotych.

Dom maklerski "upadł z hukiem". Winą za to jego właściciele obarczają nadzorcę rynku. "Mamy nadzieję, że dołoży Pan wszelkiej staranności w działaniach na rzecz uratowania pieniędzy naszych klientów. Chcielibyśmy wierzyć, że podlegli Panu urzędnicy włożą w to równie dużo energii i zaangażowania, jakie włożyli w spektakularne zniszczenie WGI DM" - napisał 20 czerwca do przewodniczącego KPWiG Maciej Soporek, prezes domu maklerskiego.

Dostało się też - a jakże - dziennikarzom, którzy "zaangażowali się w kampanię czarnego public relations".

Kto następny oberwie od WGI? Zapewne pozostałe na rynku domy maklerskie, które, być może, nie chcą dopuścić do tego, aby klienci WGI otrzymali rekompensaty. To przecież niedopuszczalne, aby brokerzy działali na niekorzyść inwestorów. WGI Dom Maklerski nie działał..., bo pieniądze chciał oddać, tyle tylko, że za rok.

Swoją drogą, pozostałe domy maklerskie wpłacają pieniądze do systemu rekompensat co kwartał od sześciu lat. Uzbierało się już ponad 50 mln zł. WGI DM wpłacił tylko raz, i to z opóźnieniem -33 720,2 zł.