Koreańczycy z północy odpalili pociski atomowe, a indeksy zapikowały. Właśnie próbami jądrowymi poddanych Kim Dzong Ila najczęściej tłumaczono wczorajsze zachowanie rynkowych barometrów na giełdach od Tokio po Nowy Jork. Inwestorzy obawiają się, że podobne wybryki mogą pociągnąć za sobą nałożenie sankcji gospodarczych na Koreę Północną, co dla jej przywódców będzie równoznaczne z wypowiedzeniem wojny. To scenariusz najgorszy. Analitycy uspokajają jednak, że zagrożenie wisi nad rynkiem już od dawna i nie należy spodziewać się paniki, bo wszystko jest uwzględnione w cenach.
W Japonii wskaźniki odrobiły sporą część strat z dnia i Nikkei 225 zakończył sesję spadkiem o 0,7 proc. Podobnie było na innych giełdach w Azji. W Europie notowania rozpoczęły się na niewielkim minusie, a indeksy zaczęły mocniej tracić po południu pod wpływem wyprzedaży akcji na Wall Street. Amerykanie wrócili na rynek po długim weekendzie, i nie dość, że zastali niemiłą wiadomość o lotach koreańskich pocisków, to jeszcze pojawiły się informacje o największej od czterech lat zwyżce jednego ze wskaźników rynku pracy. Firma ADP Employer Services podała, że w czerwcu w Stanach przybyło aż 368 tys. etatów. Dla inwestorów jest to przesłanka, by przypuszczać, że Rezerwa Federalna nadal będzie musiała podnosić stopy procentowe.
Na Wall Street, gdzie najwięcej tracił wskaźnik technologicznego rynku Nasdaq (prawie 2 proc.), wyprzedawano m.in. akcje firm związanych z hazardem - Trump Entertainment Resorts, MGM i Boyd Gaming. Wszystkim grożą wysokie straty w związku z zamknięciem kasyn w Atlantic City, które jest następstwem nieuchwalenia stanowego budżetu. Papiery Trumpa spadały o ok. 5 proc.
W Europie trudną sesję przeżyli właściciele papierów brytyjskiego banku Alliance & Leicester, na który stracił ochotę francuski Credit Agricole. Spadek cen metali przełożył się zaś na przecenę akcji firm surowcowych. Traciły też firmy naftowe.