Mirosław Załęski, prezes i jeden z głównych akcjonariuszy Betacomu, neutralnie ocenia II kwartał, który dla spółki jest pierwszym kwartałem roku obrotowego. - Na rynku dużych kontraktów publicznych już od kilku miesięcy panuje zastój. Dlatego koncentrujemy się na pozyskiwaniu mniejszych zleceń, z większym udziałem usług własnych. Wychodzi nam to całkiem nieźle - stwierdził prezes.
Betacom zrezygnował z budowy sieci oddziałów, które miały świadczyć usługi serwisowe. - Już po kilku miesiącach okazało się, że nie był to trafiony pomysł. Zamknęliśmy oddział w Olsztynie. Znacząco ograniczyliśmy zatrudnienie w pozostałych - mówił. Z pracą w giełdowej spółce pożegnało się około 10 proc. zatrudnionych. - Oszczędności z tego tytułu wynoszą 200 tys. zł miesięcznie - uzupełnił. Informatyczna firma planuje jednak, że do końca roku ponownie zwiększy liczbę pracowników. - Coraz lepiej radzi sobie nasz dział odpowiedzialny za produkcję oprogramowania na zamówienie. Tego typu działalność generuje bardzo przyzwoite marże, a konkurencja jest dużo niższa. Zdecydowaliśmy, że będziemy rozwijać nasz potencjał w tym obszarze, co wymaga wzmocnień kadrowych - wskazał M. Załęski.
W ocenie prezesa II połowa roku powinna przynieść wyraźne ożywienie na rynku informatycznym. - Nowa ustawa o zamówieniach publicznych, obowiązująca od maja, jest dużo bardziej przyjazna dla przedsiębiorców. Liczymy, że przetargi ogłaszane przez administrację państwową nie będą ciągnąć się miesiącami, co przełoży się na większą liczbę zleceń dla firm takich jak nasza - tłumaczył.
M. Załęski nie chciał rozmawiać na temat wyników, jakimi Betacom może zakończyć rok obrotowy (31 marca). - Chcielibyśmy, aby nasze przychody były o 20-30 proc. większe niż rok wcześniej, a rentowność wzrosła - podsumował. W roku 2005/2006 przychody spółki wyniosły 115 mln zł, a zysk netto 2 mln zł.