Minister finansów Paweł Wojciechowski nie wyklucza, że poprosi Brukselę o przesunięcie terminu na obniżenie deficytu sektora finansów publicznych poza rok 2007 r. Czy ma szanse, aby coś zwojować?
Komisja Europejska ma poważny argument -zobowiązanie Polski do zejścia z deficytem poniżej 3 proc. PKB, podjęte jeszcze przed przystąpieniem do Unii Europejskiej. Niektórzy ekonomiści uważają, że było to duże niedopatrzenie rządu Leszka Millera. Nikt o zdrowych zmysłach nie przypuszcza teraz, aby udało nam się, po doliczeniu do deficytu kosztów reformy emerytalnej (1,9 proc. PKB), spełnić unijne wymogi. W tej sprawie Unia nie chce nawet zaczynać od nowa dyskusji. A szkoda. Gdyby nie owe koszty, tegoroczny niedobór wynieść mógłby 2,6 proc., przyszłoroczny - 2,2 proc.
- W sprawie wymogów fiskalnych można sobie wyobrazić dwie taktyki. Pierwsza, często stosowana, polega na udawaniu, że damy radę zejść z deficytu. Druga - na otwartym przyznaniu się, że jest to niewykonalne - mówi Janusz Lewandowski, przewodniczący Komisji Budżetowej Parlamentu Europejskiego. - Polska obrała strategię szczerości. Tyle tylko, że Niemcy - największy kraj, który naruszał wymogi fiskalne, wyraźnie zmierzają do ich wypełnienia w roku 2007 r. Wydaje się zatem, że Komisja niechętnie godzić się będzie na wyjątki - dodaje.
Dyplomaci i ekonomiści znający brukselskie realia podkreślają, że nie jest to najszczęśliwszy okres na walkę o ustępstwa. Po fiasku unijnej konstytucji KE jest bardzo wrażliwa na wszelkie odchylenia od wspólnotowych zasad.
Najbardziej dobitnie pokazała to w przypadku Litwy, odmawiając jej wejścia do strefy euro po tym, jak kraj ten przekroczył dopuszczalny poziom inflacji o mniej niż 0,1 pkt proc.