Nie da się pisać o tym, co się wydarzyło na wczorajszej sesji bez odniesienia do wydarzeń z wtorku. Przypomnijmy, że była to świąteczna sesja w USA i na większości rynków obroty były śladowe. Któryś z dużych inwestorów postanowił wykorzystać ten moment do rozpoczęcia spekulacji na rynku terminowym. Na wtorkowej sesji, w jej pierwszej części, bardzo spokojnie budowana była duża pozycja (nietypowo silnie rósł LOP - liczba otwartych pozycji), a po południu na kontraktach terminowych nastąpił spekulacyjny atak popytu. Raz jeszcze należy przypomnieć, że nie miało to żadnego związku z zachowaniem rynku kasowego, ani też z wyda-

rzeniami na rynkach zachodnich, czy jakimikolwiek wiadomościami spływającymi z serwisów. Ewidentnie chodziło o wywołanie sztucznej fali wzrostowej i podpięcie do niej szerszego grona inwestorów.

Potem przyszła sesja środowa, na której spekulacyjny wzrost kontraktów nie był kontynuowany, ale jak słusznie zauważył wczoraj K. Jaros, brak spadku LOP sugerował, że byczy "opiekun", który rozpoczął we wtorek wybicie górą i zmniejszanie bazy na kontraktach, wciąż nie zamknął pozycji. W środowym zarobku zapewne najmocniej przeszkodziło zamieszanie wokół dywidendy KGHM. Bynajmniej nie chodzi przecież o słabość zagranicznych parkietów, na które rodzimi inwestorzy mogą nie zwracać uwagi, co zademonstrowali właśnie na sesji czwartkowej.

Jej przebieg był bardzo podobny do wtorkowych notowań. Także pierwsze do góry ruszyły kontrakty (po serii dużych i nietypowych zleceń kupna przy jednoczesnym wzroście LOP), a wzrost indeksu niemal na każdym etapie sesji był tak jakby tylko dodatkiem do tych ruchów. Różnica w porównaniu z wtorkiem była może tylko taka, że dzisiaj większość inwestorów zdawała już sobie sprawę, że mamy do czynienia z manipulacją powiązaną z rynkiem kontraktów (nie oznacza to, że takie działania są nielegalne), więc doceniając siłę "byczego" opiekuna całą drugą część sesji baza była już na plusach i jedyne na co inwestorzy tak naprawdę reagowali, to duże zlecenia na rynku terminowym, a nie transakcje na rynku kasowym (!). Na GPW nic mnie już nie zdziwi.

Największy dylemat, jaki pozostaje po tej sesji, to nie prognozy na kolejne dni, ale jak media wytłumaczą inwestorom, że akurat teraz wzrost WIG20 o 3,19 proc. to nie oznaka siły rynku, ale jego choroby.