Kazimierz Marcinkiewicz zapowiedział na piątkowym spotkaniu z liderami Prawa i Sprawiedliwości, że poda się do dymisji. Jego następcą ma być szef PiS Jarosław Kaczyński. Jednogłośnie rekomendował go Komitet Polityczny PiS. W sobotę sprawą zmiany szefa rządu ma się zająć rada polityczna partii. Żeby wziąć udział w tym spotkaniu, Kazimierz Marcinkiewicz zrezygnował z zaplanowanej wizyty w Chorwacji.

O możliwości dymisji premiera spekulowano już od pewnego czasu. W piątek jednak polityka nie miała wpływu na nasz rynek finansowy. Co czeka inwestorów w poniedziałek? - Z punktu widzenia rynków finansowych mamy do czynienia ze wzrostem niepewności. To może potrwać nawet kilka tygodni. Niepewność jest niedobrą rzeczą dla rynku - ocenił Bartosz Pawłowski, ekonomista ING Banku Śląskiego. Inaczej myśli Maciej Reluga, główny ekonomista Banku Zachodniego WBK. - Pierwsza reakcja rynków może być pozytywna. Tak było w przypadku dymisji Zyty Gilowskiej - przypomniał.

Zdaniem M. Relugi, w dłuższym terminie najbardziej istotne będą losy przyszłorocznego budżetu. - Gdyby się okazało, że kotwica budżetowa, czyli deficyt na poziomie 30 mld zł, to zobowiązanie tylko premiera Marcinkiewicza, a nie Kaczyńskiego, zostałoby to odebrane zdecydowanie negatywnie - ocenił Reluga.

Zdaniem Bartosza Pawłowskiego, z punktu widzenia gospodarki właściwie nie wiadomo, jakie będzie znaczenie zmiany premiera, bo rząd Marcinkiewicza "nie przeprowadził zbyt wielu ustaw zmieniających rzeczywistość gospodarczą".

Według analityka ING BSK, istotne może okazać się to, co Marcinkiewicz zrobi po swojej dymisji. - Czwartkowe rozmowy z Donaldem Tuskiem, szefem Platformy Obywatelskiej, mogą wskazywać na zamiar przejścia do PO. Kluczowe byłoby to, jak wielu ludzi z PiS pociągnąłby za sobą - stwierdził Pawłowski. Jego zdaniem, taki ruch mógłby nas przybliżyć do przedterminowych wyborów. - Gdyby doszło do wyborów, na rynku nastąpiłoby uspokojenie. Z perspektywy inwestorów sytuacja polityczna w Polsce nie może się już chyba pogorszyć - ocenił M. Reluga z BZ WBK.