Na niewielu światowych rynkach akcji odrabianie strat idzie równie szybko, jak w Warszawie. Indeks wyliczany przez Morgan Stanley uwzględniający wszystkie kraje spadł w trakcie majowo-czerwcowej korekty prawie 13 proc., po czym zyskał niecałe 8 proc. Wyliczany przez tę samą firmę wskaźnik dla rynków wschodzących najpierw spadł 25 proc., później zyskał 16 proc. W obydwu wypadkach straty udało się zatem odrobić w 50 proc. Tymczasem WIG20, po pokonaniu granicy 3 tys. punktów przekroczył już 62 proc. zniesienia majowo-czerwcowej przeceny. Z trzech rynków znajdujących się razem z giełdą warszawską w regionalnym indeksie MSCI w zbliżonym tempie idą w górę dwa - Moskwa i Budapeszt. Słabiej radzi sobie giełda w Pradze.
Ostatnia zwyżka sprawiła, że na niektórych europejskich rynkach zostały zanegowane istotne techniczne sygnały sugerujące głębsze spadki. Indeks Dow Jones Euro Stoxx 50 i Dow Jones Stoxx 50 (w skład pierwszego wchodzi 50 spółek ze strefy euro, drugi zawiera największe firmy z całej Europy) najpierw spadły poniżej długoterminowych linii trendu wzrostowego i średnich z 200 sesji, teraz wróciły ponad obydwie wspomniane bariery. Roczne stopy zwrotu w obydwu wypadkach spadły w połowie czerwca 10 proc. i znalazły się na najniższym poziomie od ponad roku. Poniżej zera nie spadły od września 2003 roku.
Doświadczający najgłębszej korekty od 2003 roku niemiecki DAX obronił się na wysokości długoterminowej linii trendu wzrostowego. Podobnie jak na naszym rynku również w tym wypadku powrót do zwyżki nastąpił "z marszu", bez żadnej konsolidacji. To rodzi wątpliwości, czy uda się już teraz powrócić do hossy, ale podobna sytuacja miała miejsce także w połowie sierpnia 2003 roku. Wtedy również, mimo że kilka dni wcześniej indeks wybił się dołem z kilkumiesięcznej tendencji bocznej, koniec spadków nastąpił z dnia na dzień. Mimo to jeszcze przed końcem roku na niemiecki rynek akcji wróciła hossa.