PKO BP, który z zagranicznej ekspansji planował uczynić jeden z filarów swojej strategii rozwoju, musi te ambitne plany odłożyć do lamusa. Jak dowiedział się "Parkiet", zagranicznym planom PKO BP przeciwstawił się osobiście minister skarbu Wojciech Jasiński (resort skarbu jest największym akcjonariuszem banku, ma 51,5 proc. jego akcji).
Albo dywidenda, albo zakupy
- Argumenty były dwa. Akwizycje kosztują, a wtedy Skarb Państwa musiałby się pożegnać z udziałem w zyskach banku. Po drugie, posłom rządzącej koalicji nie podobały się plany wydawania pieniędzy za granicą, gdy można je "zainwestować" na rodzimym podwórku - mówi nasz informator. Jako przykład takiej wymuszonej inwestycji podaje zakup przez PKO BP pakietu 5 proc. akcji Banku Ochrony Środowiska. De facto bank został do tej inwestycji zmuszony przez Skarb Państwa, by pomóc Narodowemu Funduszowi Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w odzyskaniu kontroli nad BOŚ-iem.
Nie bez znaczenia był argument dotyczący dywidendy. W ub.r. PKO BP zarobił na czysto 1,67 mld zł. Z tego aż 800 mln zł zdecydowano przeznaczyć na wypłaty dla udziałowców. Oznacza to, że 1 sierpnia, na kiedy nastąpi wypłata dywidendy, Skarb Państwa otrzyma z PKO BP ponad 400 mln zł. Jeżeli PKO BP udałoby się kupić liczący się zagraniczny bank, wtedy akcjonariusze PKO BP musieliby się prawdopodobnie pożegnać z dywidendą zarówno za ubiegły, jak i za bieżący rok, podobnie jak to miało miejsce w PKN Orlen po zakupie litewskich Możejek.
Nieosiągalna Serbia