Reklama

Komu upały nie stopią zysku

Prognozy pogody śledzą nie tylko wczasowicze. Przewidywania synoptyków bacznie obserwują szefowie wielu firm. Jedni liczą na większe zyski, inni szacują straty

Publikacja: 13.07.2006 07:27

Ofiarą letniej gorączki jest bez wątpienia branża transportowa. Upały dosłownie topią zyski wielu firm przewozowych. Powód - letnie ograniczenia w ruchu drogowym.

Tropiki kosztują,

tylko kto płaci

Zakaz, obowiązujący od wczoraj na terenie ośmiu województw - wcześniej w całym kraju - ogranicza ruch samochodów o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 12 ton praktycznie przez cały dzień. Krytykują go działacze Ogólno-

polskiego Związku Pracodawców Transportu Drogowego (OZPTD). Domagają się zniesienia zakazu. Zapowiadają nawet blokady dróg. Ostrzegają, że długo nie będą się powstrzymywać, bo dziennie tracą setki tysięcy złotych. - Postój jednej ciężarówki na parkingu przez cały dzień to koszt do 1000 złotych w przewozach krajowych i do 600 euro w przewozach międzynarodowych - tłumaczy Bolesław Milewski, przewodniczący OZPTD.

Reklama
Reklama

Postoje ciężarówek to nie wszystkie koszty, jakie ponoszą spedytorzy. Opóźniają się dostawy, rosną też stany magazynowe. Może to oznaczać paraliż logistyczny w wielu firmach. Jeśli władze nie rozwiążą problemu, to przewoźnicy wystąpią do ministerstwa transportu o odszkodowania. Nieoficjalne szacunki mówią na razie o kwotach rzędu kilkunastu milionów złotych.

Futbol bodźcem dla piwa

Z upałów cieszą się producenci napojów. Dla rynku piwa pierwszy miesiąc lata był szczególnie korzystny. Wysoką sprzedaż generowała nie tylko pogoda, ale też zakończone właśnie futbolowe mistrzostwa świata. - Takie okazje w połączeniu ze sprzyjającą aurą znacząco wpływają na wzrost spożycia piwa - mówi Melania Popiel, rzecznik Carlsberga Polska.

W ubiegłym miesiącu sprzedaż duńskiego piwa w Polsce wzrosła o 64 proc. w stosunku do czerwca 2005 r. Wyniki te nie są przypadkowe, bo marka Carlsberg jest od dawna kojarzona z wydarzeniami piłkarskimi, ze względu na swoją politykę sponsoringową.

Bąbelki dla ochłody

- Początek sezonu wyznaczają pierwsze promienie słońca, a nie kalendarz - uważa Dorota Liszka z Maspeksu, który kontroluje największego polskiego producenta soków Tymbark. - Na razie jesteśmy zadowoleni z tegorocznej sprzedaży - dodaje, choć nie zdradza żadnych liczb. Jej zdaniem, szczególnie popularne są obecnie produkty w opakowanich plastikowych. Dużym zainteresowaniem cieszy się również linia produktów o obniżonej wartości kalorycznej.

Reklama
Reklama

Sezonowością charakteryzuje się też rynek wód mineralnych. Bywa, że w szczytowym miesiącu (sierpniu) sprzedaż jest dwa i pół razy większa niż w najsłabszym pod tym względem styczniu.

Latem można też obserwować zmiany w strukturze sprzedaży: większą popularnością cieszy się woda gazowana. Jej udział w sprzedaży wód sięga 49 proc. Natomiast zimą tylko ok. 42 proc. Wody mają już około 23 proc. wartego 5,9 mld zł rynku napojów. Ilościowo udział wynosi nawet 28 proc.

Wśród giełdowych spółek tylko jedna zajmuje się produkcją wody mineralnej. Najbardziej znaną marką Hoopa jest Arctic. W ub. r., mimo dobrej koniunktury, woda Hoopa miała tylko 3 proc. udziałów w rynku. Jak twierdzi Rafał Masiak, dyrektor marketingu, firma chciałaby w tym roku dobić do 5 proc., a docelowo powrócić do czołówki z ok. 7-proc. udziałem.

Cała Polska grilluje

Urlopy i wysokie temperatury sprzyjają posiłkom rodzinnym na świeżym powietrzu. Polacy szczególnie upodobali sobie grilla. A to cieszy producentów mięsa. - Historia pokazuje, że najwyższe obroty branża drobiarska generuje właśnie od lipca do sierpnia. To sezon wczasów i imprez w ogródkach - twierdzi Leszek Kawski, dyrektor generalny Krajowej Rady Drobiarstwa.

Firmy mięsne przygotowują na ten okres specjalny asortyment. - Na każdy sezon mamy odpowiednią ofertę. W czasie wakacji najlepiej sprzedaje się kiełbasa grillowa. Z kolei po wakacjach popularne są wędliny kanapkowe - tłumaczy Krystyna Szczepkowska, rzecznik Indykpolu. Polski Koncern Mięsny Duda przez cały rok sprzedaje te same produkty, czyli półtusze i elementy wieprzowe. - Latem, ze względu na popyt "grillowy", nasze obroty są najwyższe - mówi Roman Miler, wiceprezes Dudy.

Reklama
Reklama

Na plażę z waflem

Na aurę narzekają z kolei producenci słodyczy. Nic dziwnego - w czasie upałów nasze zapotrzebowanie na kalorie jest mniejsze. Najbardziej cierpią na tym wyroby czekoladowe, na które popyt praktycznie zamiera. Firmy ratują się przez rozszerzanie asortymentu. Mieszko sprzedaje Zozole (cukierki landrynkowe), a Wawel - wafle i karmelki.

Letnią ofertę ma też Jutrzenka. - Na plaży ludzie chętnie jedzą nasze wafle i herbatniki. Popularne są też dropsy i żelki - mówi Bohdan Stankiewicz, wiceprezes Jutrzenki. Mimo modyfikacji asortymentu, przychody producentów słodyczy są w lecie niższe niż zimą. Wynika to z tego, że koszt wytworzenia "letnich" produktów jest niższy. Dlatego też sprzedawane są taniej niż czekolada.

- Producenci badają jednak zależność poziomu sprzedaży od temperatury. Są więc przygotowani na spadek przychodów - przypomina Marek Przeździak, prezes Stowarzyszenia Polskich Producentów Wyrobów Czekoladowych i Cukierniczych.

Konserwa na biwak

Reklama
Reklama

Sezon letni wymaga też zmiany systemu dystrybucji. Znacząco rosną obroty sklepów zlokalizowanych w miejscowościach turystycznych. Z kolei sprzedaż w miastach jest relatywnie niższa. Dlatego m.in. Jutrzenka kładzie w tym okresie nacisk na sprzedaż w ośrodkach górskich i nad wodą.

Potencjał tkwiący we wczasowiczach widzą też producenci konserw i pasztetów. - Jak co roku, w czasie wakacji sprzedaż nam rośnie. Motorem są konserwy mięsne, kupowane w dużych ilościach przez turystów - twierdzi Marek Piątkowski, prezes Mispolu.

Na ten sam asortyment stawiają również przetwórcy ryb. Graal sprzedaje w lecie mniej konserw rybnych. Rekompensują mu to konserwy mięsne i dania obiadowe. Poza tym firma sprzedaje duże ilości ryby mrożonej. - Naszymi klientami są smażalnie i restauracje, które mają w tym okresie wzmożone obroty - podkreśla Robert Wijata, dyrektor finansowy Graala.

Opinie

Sprzedajemy olbrzymie ilości wody mineralnej

Reklama
Reklama

Przemysław Skory

koordynator ds. mediów Tesco Polska

Odkąd zaczęły się upały, klienci Tesco kupują zdumiewające ilości wody mineralnej. W wielu naszych sklepach sprzedaż wzrosła ponad dwukrotnie. Bywa, że nie jesteśmy w stanie uzupełniać półek w narzuconym przez klientów tempie, więc sprzedaż odbywa się wprost z palet. Klienci, którzy zwykle kupowali jedną-dwie butelki wody, teraz kupują zgrzewkę. Oprócz wody, ogromnym powodzeniem cieszy się piwo, którego sprzedaż wzrosła blisko dwukrotnie. Widać to zwłaszcza w weekendy. Sprzedajemy też ogromne ilości kolorowych gazowanych napojów. Szczególnie tych schłodzonych, sprzedawanych prosto z lodówek i w małych butelkach. Do najbardziej poszukiwanych produktów należą wentylatory. Nasze zapasy zostały wykupione, a dostawcy nie nadążają za potrzebami klientów.

Komentarz

Danuta Gut

Reklama
Reklama

Związek Pracodawców Przemysłu

Piwowarskiego

Bez spektakularnych wzrostów

Korelacja między dobrą pogodą a sprzedażą piwa jest niepodważalna. Latem 2005 r., kiedy aura była wymarzona, obroty wzrosły o 3,6 proc., natomiast w kiepskim 2004 r. spadły o 2,6 proc. Aż 60 proc. złotego trunku sprzedaje się w sezonie letnim (od kwietnia do października). Piwo nie tylko dobrze gasi pragnienie, ale jest chętnie spożywane w towarzystwie. A właśnie latem okazji do spotkań jest znacznie więcej. W tym roku dodatkowym bodźcem dla konsumentów były

niewątpliwie piłkarskie mistrzostwa świata.

Mimo że branża pokaże swoje wyniki za II kwartał dopiero na początku sierpnia, już dziś można mówić o dobrym

okresie. Choć trudno powiedzieć, czy przełoży się to na poprawę rocznej prognozy mówiącej o 2-proc. wzroście. Faktem jest, że spektakularne dwuliczbowe zwyżki już się nie

powtórzą.

Maciej Bielicki

Prezes Pekaesu

W magazynach powstają zatory

Wystarczy, że ograniczenia w ruchu samochodów ciężarowych potrwają dłużej, a żadne tłumaczenia o najcieplejszym lipcu na nic się nie zdadzą. Mówienie klientom, że topią się w Polsce drogi, co oznacza, że transporty będą spóźnione, jest przyjmowane z wyrozumiałością, ale klienci naszych klientów nie mają już tyle spokoju. Nie mamy dróg i latem ta prawda jest porażająco kosztowna. Samochody nie wyjeżdżają, w magazynach powstają zatory, wydajemy wielokrotnie więcej na komunikację, ponieważ zmieniają się najważniejsze warunki zleceń. Nowe terminy to kolejne dokumenty i kolejne prace administracyjne. Żałuję, że urzędnicy odpowiedzialni za inwestycje drogowe nie mieli nigdy okazji zmierzenia się z problemami transportowymi zza biurka spedytora lub dyspozytora. Być może wtedy mieliby więcej zrozumienia dla naszych kłopotów.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama