Od dołka z 13 czerwca indeks WIG20 zyskał 20 proc. Przekroczył 62-proc. zniesienie majowo-czerwcowego załamania i zmierza w kierunku rekordu wszechczasów na 3347,8 pkt. Choć po wysokim otwarciu w czasie wczorajszej sesji tracił na wartości, to jednak na zamknięcie notowań znalazł się ponad lokalnym szczytem z poniedziałku. Zbudowanej na wykresie świeczce można przypisać pewną negatywną wymowę, ale jej znaczenie prognostyczne określiłbym na tę chwilę jako niewielkie. Wprawdzie to już trzecia kolejna sesja, w trakcie której popyt nie jest w stanie utrzymać zdobytych w trakcie notowań poziomów, ale śródsesyjne przeceny dają się z punktu widzenia analizy technicznej uzasadnić. Oto bowiem wypełniony został zasięg wzrostu wynikający z wysokości kanału spadkowego, który indeks opuścił pod koniec kwietnia. Korekta jest w takiej sytuacji naturalna. Dopiero jakiś większy spadek, sprowadzający na przykład notowania poniżej krótkoterminowej linii trendu opisującej zapoczątkowaną w czerwcu zwyżkę (obecnie na 2850 pkt), mógłby nadać ostatnim wysokim górnym cieniom negatywną wymowę. Motorem napędowym rynku ponownie jest KGHM, którego notowania podskoczyły w tym czasie prawie 50 proc. Trudno tak znaczną zwyżkę uzasadnić tylko podwyższoną zmiennością i uznać za rynkowy szum. Skoro działanie inwestorów uznać można za racjonalne, to zasadne wydaje się założenie, że nie uwzględniają oni w swoich poczynaniach scenariusza zakładającego spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego na świecie. Z drugiej strony w dalszym ciągu niechętnie kupowaną są akcje mniejszych spółek - indeks WIRR zniósł majowo-czerwcową korektę jedynie w 38-proc. i nie przekroczył nawet oporu wynikającego z majowego dołka. Na tej podstawie można z kolei postawić tezę, że inwestorzy obawiają się spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego w kraju, co wydaje się zasadne, biorąc pod uwagę rekordową dynamikę produkcji przemysłowej w maju (można przypuszczać, że kolejne odczyty wskaźnika będą niższe). Odpowiedź na pytanie, czy w obecnej sytuacji większym ryzykiem jest kupowanie akcji KGHM czy pominięcie w portfelu małych spółek, wydaje się oczywista.