Wyrównanie czerwcowego minimum przez kurs EUR/USD przyniosła poniedziałkowa sesja. Wspólna waluta potaniała aż o 1,2 centa, do 1,253 USD. Przyczyn tego trzeba upatrywać przede wszystkim w napięciu na Bliskim Wschodzie, które skłaniało do lokowania w bezpieczniejszych regionach świata. Równocześnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że spadek amerykańskiego pieniądza z końca czerwca był wynikiem pojawienia się oczekiwań na koniec lub przerwę w podwyżkach stóp to pojawia się pytanie, w jakim stopniu umocnienie dolara odzwierciedla przekonanie, że były one przedwczesne. Wiele w tej kwestii może wyjaśnić dzisiejsza publikacja czerwcowej inflacji na poziomie producentów (konsumencka zostanie podana następnego dnia). Ceny importu, które wyraźnie podskoczyły w czerwcu, każą liczyć się z niemiła niespodzianką.
Notowania złotego były pochodną tego, co działo się na świecie. Dolar podrożał o niecałe 4 grosze, do 3,218 zł, a euro zyskało niecały grosz i kosztowało 4,034 zł. W przypadku obu par trudno mówić ostatnio o wyraźnym trendzie. Duży wpływ na ich notowania ma postrzeganie innych walut z rynków wschodzących.