Rynki akcji, w szczególności te zaliczane do wschodzących, źle znoszą coraz droższą ropę naftową. Jeszcze niedawno drożejący surowiec postrzegany był jako czynnik zwiększający zyski notowanych na tych rynkach spółek, teraz coraz częściej pojawiają się komentarze wskazujące na negatywne oddziaływanie drożejącej ropy. Nie tylko na poziom inflacji, ale także na deficyt na rachunku bieżącym krajówć. Jednocześnie, jeśli już się zdarzy, tak jak w poniedziałek, że notowania ropy spadną, poprawy na rynkach akcji wcale nie widać. To sugeruje, że wzrost bliskowschodniego napięcia nie jest jedynym czynnikiem sprawiającym, że kursy na rynkach akcji, w szczególności wschodzących, spadają. Trzeba więc brać pod uwagę scenariusz zakładający, że kiedy sytuacja w tym regionie świata nieco znormalizuje się, kursy akcji nie pójdą w górę. Spadające notowania ropy mogą zostać odczytane jako potwierdzenie sygnałów świadczących o malejącej dynamice tempa wzrostu gospodarczego na świecie.
Kolejny dzień przeceny na rynkach wschodzących sprawił, że najsłabsza w naszej części świata Turcja znalazła się już o krok od powrotu do trendu spadkowego. Od granicy 32 tys. punktów, na którym zbudowany został czerwcowy dołek indeks ISE 100 dzieli już tylko 500 punktów. Na każdej z dwóch ostatnich sesji wskaźnik stracił ponad 1 tys. punktów. Sytuacja pozostałych emerging markets w naszym regionie nie jest tak krytyczna. Indeks NTX, w którego skład wchodzi 30 przedsiębiorstw związanych z Nową Europą (z Austrii, Polski, Węgier, Czech, Słowacji i Słowenii), "potrzebuje" 10-proc. spadku, żeby znaleźć się na poziomie czerwcowego minimum. Polski WIG wypada na tym tle korzystnie - nad dołkiem ma 13,4-proc. zapas.
Pytanie, jak polski i inne indeksy rynków wschodzących, zareagują na testowanie czerwcowego wsparcia na rozwiniętych giełdach europejskich. A test taki jest coraz bardziej prawdopodobny - DJ Stoxx 50 spadł trzeci raz z rzędu i jest tylko 3 proc. nad dołkiem.