Wczorajsza sesja nie była zbyt porywająca, ale taka właśnie miała być. Już rano było wiadomo, że inwestorzy skupią się na exposé premiera Kaczyńskiego i, że będzie to skupienie, którego celem będzie jedynie potwierdzenie wcześniejszych zapowiedzi, iż finanse publiczne nie będą psute. Czy można tym zapowiedziom wierzyć, to już zupełnie inna sprawa. Nie chodzi tu wcale o chęć doszukiwania się cynicznych pustych obietnic, ale raczej o siłę Jarosława Kaczyńskiego w odpieraniu zapędów swoich koalicjantów, którzy już sporo naobiecywali. Spełnienie tych obietnic mogłoby nadwyrężyć i tak ciężką sytuację budżetu.
Gdy tylko padło zdanie o utrzymaniu "kotwicy" i zapewnienie, że poziom deficytu budżetowego nie przekroczy 30 mld złotych, zainteresowanie przemówieniem nowego premiera zdecydowanie spadło. Nie zmieniło to jednak sytuacji na rynku, gdzie aktywność do końca dnia była bardzo niska. Kilka ciekawych danych makro, jakie się tego dnia pojawiły nie były w stanie tego zmienić. Lepsza od prognoz dynamika produkcji przemysłowej w Polsce, czy też zgodna z oczekiwaniami inflacja w USA teoretycznie powinny pomóc bykom. W praktyce pozwoliły jedynie odrobić część porannych strat. W efekcie zakończyliśmy
sesję w okolicy poprzedniego
zamknięcia.
Z punktu widzenia analizy technicznej ten dzień nie był przełomem. Nie chodzi tu nawet o zmianę cen, bo nawet jeśli takowa miałaby miejsce, to śmiesznie niski obrót skutecznie by jej znaczenie deprecjonował. Faktycznie wczorajsze wahania mieszczą się w zakresie wtorkowych. Sytuacja nie uległa więc zmianie i nadal kreślimy korektę ostatnich spadków, które same są korektą wzrostu z przełomu czerwca