Już po raz drugi w ciągu dwóch miesięcy Chiny zdecydowały się na ograniczenie możliwości kredytowych tamtejszych banków. Ma to wreszcie choć trochę schłodzić koniunkturę gospodarczą, bo w II kwartale PKB wzrósł aż o 11,3 proc., najszybciej od 10 lat.
Bank centralny postanowił od 15 sierpnia podnieść o 0,5 pkt proc. do 8,5 proc. kwotę depozytów, które banki komercyjne muszą trzymać w postaci rezerw obowiązkowych. Ta decyzja Ludowego Banku Chin jest pierwszym efektem postanowień chińskiego rządu, który nazajutrz po opublikowaniu komunikatu o rekordowym wzroście PKB uznał za konieczne wstrzymanie "nadmiernych" inwestycji w fabrykach i na rynku nieruchomości, grożących przyspieszeniem inflacji i w konsekwencji przegrzaniem gospodarki.
Rezerwy trzymane są w banku centralnym, a celem jego prezesa Zhou Xiaochuana jest ściągnięcie pieniędzy z systemu finansowego, który dosłownie zalewany jest gotówką pochodzącą z rekordowej nadwyżki handlowej Chin. W stosunku do ub.r. zwiększyła się ona o 55 proc. do 61,5 mld USD. Bank centralny uznał, że jest już "za duża", a inwestycje w środki trwałe i roboty publiczne rosną "zbyt szybko". W takiej sytuacji rząd chce uniemożliwić dalszy wzrost udzielanych pożyczek i kredytów.
Każde podniesienie obowiązkowych rezerw o 0,5 pkt proc. zmniejsza środki dostępne na kredyty o 150 mld juanów. Przed azjatyckim kryzysem finansowym z 1997 r. rezerwy obowiązkowe wynosiły w Chinach 13,5 proc. Po kryzysie obniżono je do 6 proc., by ożywić inwestycje.
Poprzedniej podwyżki, też o 0,5 pkt proc., bank centralny dokonał 16 czerwca. Powtórne podniesienie rezerw w tak krótkim czasie świadczy o powadze sytuacji.