Niektórzy o Romanie Karkosiku mówią, że jest "Midasem warszawskiej giełdy". On sam w jednym z wywiadów twierdził, że opinia Midasa, podobnie jak obecność na listach najbogatszych nie jest dla niego sprawą najistotniejszą. - Mnie interesuje konkret, budowanie mocnych fundamentalnie podmiotów gospodarczych - powiedział. Moc tego, co buduje Roman Karkosik oceniana jest różnie, ale inwestorzy obdarzyli go kiedyś zaufaniem i... dwie strony wychodzą na tym więcej niż dobrze. Przykłady owych sukcesów, za którymi stoją duże pieniądze, można by mnożyć. Czy podobnie będzie tym razem? Czy - o ile wszystko pójdzie po myśli właściciela Boryszewa - komórkowy biznes zamieni się w giełdowy sukces płynu Borygo i wirtualnych biopaliw? Jedno wydaje się jednak pewne - telekomunikacja jest tym kawałkiem biznesowej podłogi w Polsce, który pozwala na zatańczenie z przytupem. Wolny rynek potrafił zdziałać cuda. Ten polski, telekomunikacyjny został uwolniony niedawno. I nabrał rozpędu. Przy czym najbardziej zliberalizowanym segmentem "teletortu" jest część telefonii komórkowej.
Liczba abonentów komórek rośnie z roku na rok. W 2001 roku - 10 mln, w 2002 roku - 13,9 mln, rok później - 17,4 mln, w 2004 roku - 23,1 mln... Analitycy - m.in. z firmy PMR - twierdzą, że jest to proces, który potrwa jeszcze dość długo. Obliczany przez nich indeks koniunktury telekomunikacyjnej rośnie cały czas. Nie należy się więc dziwić, że ktoś taki jak Roman Karkosik dostrzegł w komórkach szansę.
Czy istotne jest, że ów pomysł firmować ma nikomu bliżej nieznana maleńka spółka wykorzystująca internet dla potrzeb marketingu? Marketing to podstawa...